Prawdziwe słowo cz.3

Celsus

medium_celsus-aulus-cornelius.jpgGłupie toczą spory Żydzi i chrześcijanie, że ich spór na temat Mesjasza można przyrównać do przysłowiowego sporu o cień osła. Ich waśń jest niepoważna; zarówno Żydzi, jak chrześcijanie zgadzają się, że Duch Boży przepowiedział przybycie Zbawiciela do ludzi, ale nie mogą się zgodzić, czy zapowiedziany Zbawiciel przybył już, czy nie.

[Celsus wspomina] Asklepiosa uzdrawiającego i dającego odpowiedzi na temat przyszłych zdarzeń we wszystkich miastach, które były mu poświęcone, na przykład w Trikke, w Epidauros, na Kos, w Pergamonie [...] Arysteasa z Prokonnezu, jakiegoś mieszkańca Kladzomen oraz Kleomedesa z Astypalei.

Żydzi mieli pochodzenie egipskie, a wyszli z Egiptu dlatego, iż zamącili państwo zamieszkami i pogardzili egipskimi zwyczajami religijnymi [...] to samo, co wyrządzili Egipcjanom, wycierpieli Żydzi ze strony tych, którzy opowiedzieli się za Jezusem i uwierzyli w niego jako w Mesjasza, a przyczyną zmian dla jednych i drugich było ich buntownicze usposobienie. Dlatego jeśliby wszyscy ludzie chcieli być chrześcijanami, chrześcijanie nie chcieliby tego. Na początku, powiada, byli nieliczni i jednomyślni. Skoro zaś rozrośli się w tłum, natychmiast dzielą się i rozłączają i każdy chce mieć własne stronnictwo, tak jak pragnęli tego od początku. I znowu podzieleni jedni drugich potępiają zachowując tylko wspólną nazwę, jeżeli w ogóle zachowują cokolwiek wspólnego. Jedynie nazwy wstydzą się jeszcze porzucić, poza tym każdy kieruje się własnymi zasadami. Tym bardziej dziwny jest ich związek, że nie widać, by opierał się na jakiejś trwałej podstawie. Trwałą jego podstawą był bunt, spodziewana stąd korzyść i ksenofobia. Oto co umacnia ich wiarę.

Jakie męty przyciągali do siebie i jakie okropności zmyślali. [Ale] nie może być, abym albo ja, albo oni, albo jeszcze kto inny odrzucił naukę o tym, że niesprawiedliwi zostaną ukarani, a sprawiedliwi zostaną uznani za godnych nagrody.[Tymczasem jest u nich jak i u Egipcjan] Ten, kto się do nich zbliża, widzi zrazu wspaniałe świątynie i gaje, wielkie i piękne przedsionki, godne podziwu kaplice otoczone cudownymi portykami, bardzo pobożne i tajemnicze obrzędy, skoro zaś wejdzie do środka, jako przedmiot kultu spostrzega kota, małpę, krokodyla, kozła albo psa. Oni odpędzają od nauki wiary wszystkich ludzi mądrych, a dopuszczają tylko głupców i nędzników. Chrześcijanie kpią z Egipcjan, a przecież oni wysuwają wiele ważnych zagadnień; uczą, że należy czcić wieczne idee, a nie, wbrew opinii pospólstwa, śmiertelne zwierzęta; natomiast sami są głupcami, bowiem w opowiadaniach o Jezusie nie wprowadzają nic poważniejszego nad kozły i psy egipskie.

[Przytacza podanie o Arysteasie z Prokonnezu i mówi o nim: ] Następnie, mimo polecenia Apollona danego Metapontynom, aby zaliczyli Arysteasa w poczet bogów, nikt już nie uważa go za boga. Arysteas najpierw cudownie zniknął z oczu ludzkich, potem ukazał się znowu, odwiedzał różne miejsca na ziemi i opowiadał zadziwiające historie. [o herosie z Kladzomen przytoczywszy jego historię mówi] Czyż nie opowiadają, że jego dusza niejednokrotnie opuszczała ciało i błądziła bezcielesna? A przecież i jego nie zaliczyli ludzie w poczet bogów. [przytacza historię o Kleomedesie z Astypalei] Ten, powiada, wszedł do skrzyni i zamknął się w niej od środka, lecz nie znaleziono go tam. Ci bowiem, którzy przyszli, aby rozbić skrzynię i zabrać go, zrozumieli, że uleciał dzięki jakiemuś boskiemu przeznaczeniu. Ich kult dla tego jeńca skazanego na śmierć jest podobny do hołdów, jakie Zamolksis zbiera u Getów, Mopsos u Cylicjan, Amfilochos u Akarneńczyków, Amfiaraos u Teban, Trofonios u mieszkańców Lebadei. [ich kult Jezusa nie różni się zupełnie od czci jaką oddawano w egipskim mieście Antinoopolis chłopcu imieniem Antinoos, faworytowi Hadriana]

Taka jest siła wiary, niezależnie od tego, czego dotyczy. Wiara, która wcześniej opanowała ich duszę, była powodem ich przywiązania do Jezusa.

[o zmianie ciała mówi następująco]Lecz może porzuciwszy te cechy Jezus stanie się Bogiem; czemu raczej nie Asklepios, Dionizos albo Herakles? Kpią z czcicieli Zeusa, ponieważ pokazują jego grób na Krecie, a sami czczą człowieka, który wyszedł z grobu. Nie znają też motywów takiego postępowania Kreteńczyków. Takie są ich nauki: niechaj nikt wykształcony, mądry, roztropny nie zbliża się do nas (cechy takie bowiem uważamy za złe), lecz jeśli znajdzie się jakiś nieuk, szaleniec, nieokrzesaniec, głupiec, to taki niechaj śmiało przychodzi do nas. Głosząc, że tacy ludzie są godni ich Boga, sami przyznają, że chcą i mogą zjednywać sobie wyłącznie głupców, prostaków, szaleńców, niewolników, proste kobiety i małe dzieci. Cóż złego jest w tym, że ktoś jest wykształcony i udoskonala swój umysł w najlepszych naukach, że jest roztropny i za takiego uchodzi? Cóż to przeszkadza poznaniu Boga? Czyż nie jest to raczej pomocą i skutecznym środkiem dla osiągnięcia prawdy? Nie widzimy jednak, aby ludzie, którzy na placach publicznych przedstawiają swoje kuglarskie błazeństwa i żebrzą, zbliżali się do zgromadzeń ludzi roztropnych i ośmielali się odkrywać im swoje tajemnice. Lecz jeśli zauważą gdzieś młodzieńców, tłum niewolników i głupców, narzucają się im i przymilają. Widzimy, że w poszczególnych domach prywatnych grępląrze, szewcy, folusznicy, ludzie nieokrzesani i prości nie ośmielają się wyszeptać słowa w obecności starszych i poważniejszych panów; kiedy jednak spotkają się na osobności z dziećmi i kobietami równie prostymi jak oni, opowiadają im przedziwne historie: że nie należy słuchać ojców i nauczycieli, a raczej tylko im trzeba wierzyć; że tamci są głupcami i szaleńcami; że nie mogą dostrzec ani zrobić nic naprawdę szlachetnego, zajęci próżnymi głupstwami, a tylko oni jedni wiedzą, jak należy żyć; że jeśli uwierzą ich słowom, będą szczęśliwi sami i ich bliscy. A jeśli mówiąc to zobaczą, że zbliża się któryś z nauczycieli młodzieży, ktoś poważniejszy albo sam ojciec rodziny, lękliwi uciekają w popłochu, zuchwali zaś podburzają dzieci do buntu, szepcą im do ucha, że w obecności ojca lub nauczycieli nie będą mogli ani chcieli wyjaśnić dzieciom tych wszystkich wspaniałości; że wzbudza w nich odrazę głupota i okrucieństwo tych zdemoralizowanych ludzi, pełnych najgorszej niegodziwości i kroczących drogą występku, którzy by ich na pewno ukarali; ale jeśli chcą się czegoś nauczyć, niechaj porzucą rodziców i nauczycieli i idą z kobietami i towarzyszami zabaw na zebranie kobiet albo do pracowni szewca lub do foluszni, a tam osiągną doskonałość. Taka jest ich argumentacja.

By nie stawiać ostrzejszych zarzutów ponad to, do czego zmusza mnie prawda, można sformułować przynajmniej takie oskarżenie: Mistagodzy, którzy wzywają ludzi do różnych misteriów, wołają głośno: Niech przyjdzie do nas każdy, kto ma czyste ręce i roztropny język, albo: Każdy, kto jest czysty od wszelkiego brudu, kto ma czyste sumienie i kto żył uczciwie. Tak wołają ci, którzy obiecują oczyszczenie z grzechów. A posłuchajmy, kogo wzywają chrześcijanie: Każdy, powiadają, grzesznik, głupiec, każde dziecko, krótko mówiąc każdy nieszczęśnik może zostać przyjęty do królestwa Bożego. Czyż nie nazywacie grzesznikiem człowieka niesprawiedliwego, złodzieja, włamywacza, truciciela, świętokradcy, rabusia grobów? Kogo więc innego wzywałby do siebie herszt bandy rozbójników?

Dlaczego Bóg nie został zesłany do ludzi wolnych od grzechu? Czyż grzechem jest nie grzeszyć? Niesprawiedliwy człowiek zostanie przyjęty przez Boga, jeśli upokorzy się w swej niegodziwości, sprawiedliwy zaś zostanie odrzucony, jeśli w swej wrodzonej cnocie wzniesie oczy ku Bogu. [Jeśli] prawdą jest pewnie, że człowiek ma wrodzoną skłonność do grzechu, to należało po prostu wzywać wszystkich, skoro wszyscy grzeszą. Dlaczego zatem przyznano pierwszeństwo grzesznikom? Wiadomo chyba każdemu, że nikt nie może zmienić za pomocą kar ani tym bardziej za pomocą litości tych, którzy z natury są skłonni do grzechu i którzy się do niego przyzwyczaili. Radykalna bowiem zmiana natury jest rzeczą bardzo trudną. Tym zaś, którzy są bez grzechu, przypada w udziale lepsze życie.

Mówią: Bóg może wszystko, ale [przecież] Bóg nie chce niczego niesprawiedliwego. [U nich] podobnie do tych, których litość czyni niewolnikami pokonanymi przez miłosierdzie wobec lamentujących, Bóg wspomaga złych, którzy biadają, a odrzuca sprawiedliwych, którzy tego nie czynią; a to jest szczyt niesprawiedliwości.

[Powiadają ich nauczyciele] Mądrzy odtrącają naszą naukę wprowadzeni w błąd i spętani przez swoją mądrość. [Tymczasem] żaden rozumny człowiek nie wierzy w tę naukę, gdyż odstrasza go tłum jej wyznawców.[szuka głupców] nauczyciel doktryny chrześcijańskiej [i] postępuje jak ktoś, kto obiecuje wyleczyć ciało, ale unika konsultacji kompetentnych lekarzy z obawy, by nie dowiedli jego ignorancji mówiąc im: Unikajcie lekarzy, i Strzeżcie się, by ktoś z was nie osiągnął wiedzy i Przywiązujcie się do mnie, Ja jeden was zbawię, Prawdziwi lekarze gubią tych, którym obiecali wyleczenie. Ich nauczyciel postępuje jak człowiek pijany, który między pijanymi oskarża o pijaństwo ludzi trzeźwych. Ów nauczyciel między ludźmi o chorych oczach oskarża o ślepotę tych, którzy mają świetny wzrok.

Takie i podobne są moje zarzuty, by nie przytaczać wszystkich; twierdzę, że oni obrażają Boga i urągają mu, aby próżnymi nadziejami przyciągnąć do siebie przewrotnych ludzi i nakłonić ich podstępnie do wyrzeczenia się wyższych dóbr; utrzymują bowiem, że osiągną lepsze dobra, jeśli wyrzekną się tamtych.

Total votes: 246