Pożegnanie z Anzelmem, czyli paradoks ontologiczny

Epikuros

A więc, Panie, który udzielasz zrozumienia wierze, daj mi, bym zrozumiał, na ile to uważasz za wskazane, że jesteś, jak w to wierzymy, i jesteś tym, w co wierzymy. A wierzymy zaiste, że jesteś czymś, ponad co niczego większego nie można pomyśleć. Czy więc nie ma jakiejś takiej natury, skoro powiedział głupi w swoim sercu: nie ma Boga? Z całą pewnością jednak tenże sam głupiec, gdy słyszy to właśnie, co mówię: "coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane", rozumie to, co słyszy, a to, co rozumie, jest w jego intelekcie, nawet gdyby nie rozumiał, że ono jest. Czymś innym bowiem jest to, że rzecz jest w intelekcie, a czymś innym poznanie tego, że rzecz jest. Kiedy bowiem malarz zastanawia się nad tym, co zamierza wykonać, to bez wątpienia ma w intelekcie to, czego jeszcze nie zrobił, ale nie poznaje jeszcze, że to jest. A więc także głupi przekonuje się, że jest przynajmniej w intelekcie coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane, ponieważ gdy to słyszy, rozumie, a cokolwiek jest rozumiane, jest w intelekcie. Ale z pewnością to, ponad co nic większego nie może być pomyślane, nie może być jedynie w intelekcie. Jeżeli bowiem jest jedynie tylko w intelekcie, to można pomyśleć, że jest także w rzeczywistości, a to jest czymś większym. Jeżeli więc to, ponad co nic większego nie może być pomyślane, jest jedynie tylko w intelekcie, wówczas to samo, ponad co nic większego nie może być pomyślane, jest jednocześnie tym, ponad co coś większego może być pomyślane. Tak jednak z pewnością być nie może. Zatem coś, ponad co nic większego nie może być pomyślane, istnieje bez wątpienia i w intelekcie, i w rzeczywistości.

Anzelm z Cantenbury, Proslogion, Rozdział 2
przełożył Tadeusz Włodarczyk, Wyd. Nauk. PWN 1992.

Problem dowodu Anzelma polega na tym, że każdy kto go przeczyta intuicyjnie wie, że coś w nim jest nie tak, jednak bardzo ciężko to wyartykułować.

Oczywiście samo pojęcie „dowód” jest tutaj czysto umowne, bo żadnym dowodem nie jest ów wielki sofizmat. Przede wszystkim kryje się w nim założenie – coś co istnieje w rzeczywistości jest doskonalsze od tego co istnieje tylko w myślach. Pomijając krytykę tego założenia i fakt, że doskonałość nie jest nigdzie zdefiniowana (co już może świadczyć o tym, że dowód jest intuicyjny i wymaga wiary – ale o tym później) zajmijmy się owym problemem istnienia w intelekcie. Należy się zastanowić, biorąc za przykład ekran na który spoglądasz czytając ten tekst. Zamknij oczy lub odwróć się i wyobraź sobie ten ekran, a następnie odpowiedz sobie na pytanie, czy ekran o którym myślałem i ekran, który istnieje naprawdę jest tym samym ekranem? Czy istnieje bezpośrednia korelacja istnienia tych dwóch bytów – bytu myślowego i realnego? Z pewnością jedna – byt myślowy powstał jako odzwierciedlenie bytu realnego. Biorąc pod uwagę wcześniejsze założenie można powiedzieć śmiało, że ekran istniejący w rzeczywistości jest doskonalszy od ekranu istniejącego w myślach, a co za tym idzie z pewnością nie są jednym bytem, ani nawet bytami identycznymi, bo jedno nie może być samo od siebie doskonalsze, a jeśliby nawet były to dwa identyczne byty, to byty identyczne nie mogą się od siebie różnić – również stopniem doskonałości, ponieważ nie byłyby już identyczne. Wyjaśnienie tego było niezbędne, aby dowieść tego, że byt pomyślany nie jest tym samym bytem co byt istniejący realnie. Istnieją wszak byty istniejące w rzeczywistości, o których nikt jeszcze nie pomyślał (np. odległe planety), byty istniejące realnie, które istnieją również w umysłach ludzkich (jako wyobrażenie owych bytów), a także byty istniejące w umysłach, które nie istnieją w rzeczywistym świecie (wyobraź sobie człowieka z głową konia). Wróćmy teraz do Anzelma i przypomnijmy jego założenie:

„Ale z pewnością to, ponad co nic większego nie może być pomyślane, nie może być jedynie w intelekcie. Jeżeli bowiem jest jedynie tylko w intelekcie, to można pomyśleć, że jest także w rzeczywistości, a to jest czymś większym.”

Jeśli jednak już wiemy, że byt istniejący w intelekcie i byt istniejący w rzeczywistości nie są tożsame, sprawa staje się oczywista – istnienie w intelekcie nie pociąga za sobą istnienia realnego. Nie jest to jednak koniec. Powyższe założenie mówi nam, że wszystko istniejące w rzeczywistości jest doskonalsze od tego co istnieje jedynie w myśli, zatem wniosek jest prosty. Nic co istnieje w intelekcie nie jest doskonałe, ponieważ doskonałe jest tylko istnienie w rzeczywistości. Jeżeli istnienie w rzeczywistości jest doskonalsze od istnienia w myślach, zatem nic co jest w intelekcie nie może nosić znamiona rzeczy najdoskonalszej, ponieważ nie wyczerpuje wszystkich cech doskonałości.

Ostateczny wniosek jest więc prosty. Jeżeli pomyślisz coś od czego już nic większego nie może być pomyślane, to i tak nie będzie to coś doskonałego – ponieważ jest pomyślane. Wiedząc już jednak, że byt pomyślany i rzeczywisty to co innego okazuje się, że... nawet jakby byt doskonały istniał w rzeczywistości, to rzecz o której pomyślę i tak nie jest doskonała, ponieważ jest tylko pomyślana i nie jest tożsama z bytem istniejącym rzeczywiście. Nawet fakt istnienia bytu doskonałego nie sprawia, że byt znajdujący się w intelekcie nabiera cech doskonałości, ponieważ bytowi znajdującemu się w intelekcie niepodobna odjąć cechy pomyślanego, która wyklucza doskonałość. Czy jednak gdy pomyśli się, że ten byt istnieje w rzeczywistości, nie sprawi udoskonalenia bytu myślowego? Oczywiście, że nie, ponieważ nadal będzie to pomyślane. Dla przykładu – wyobraź sobie, że wygrałeś właśnie w lotto 10 mln zł. Czy dzięki temu wyobrażeniu masz więcej pieniędzy? Myślę, że sprzeczność w rozumowaniu Anzelma jest już jasna i wyraźna. Wyobraź sobie doskonały byt (a jak już wiemy doskonałego nie można sobie wyobrazić), to znaczy, że musi on istnieć w rzeczywistości, bo nie byłby doskonały (przecież nie wyobraziłem sobie doskonałego, bo się nie da, a nawet jakby istniał doskonały byt to nie sprawiłby, że mój myślowy byt stanie się doskonałym). Proponuję zatem nazwać dziełko Anzelma paradoksem ontologicznym.

Dotarcie do sedna tego średniowiecznego sofizmatu nie jest takie proste. Anzelm stworzył całkiem niezłą łamigłówkę. Na koniec można dodać, że wcale nie wiadomo co oznacza słowo doskonały. Anzelm próbował znaleźć dowód na istnienie Boga judeochrześcijańskiego, a jakie mamy powody aby twierdzić, że coś doskonałego musi mieć trzy hipostazy, być wszechmocne, wszechwiedzące, niematerialne itd.? Jeżeli rozumowaniu Anzelma nadamy wartość dowodu, może on dowodzić równocześnie istnienia Twasztara, kosmicznego kwadratu, wiecznego hipersześcianu, czy czegokolwiek innego w zależności definiowania sobie pojęcia doskonałości.

 

Total votes: 261