Abraham i Izaak- czyli biblijny archetyp ślepej wiary

Maciej Pieczyński

Teraz poznałem, że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś mi nawet twego jedynego syna
(Rdz 22-12)

Tekst nadesłany przez Macieja Pieczyńskiego, studenta IV roku politologii Uniwersytetu Szczecińskirgo (e-adres znany redakcji)

Biblia to niewątpliwie jedno z najbardziej niejednoznacznych dzieł w historii literatury powszechnej. Swoistym paradoksem jest fakt, że mimo, iż jest świętym pismem wielkich monoteistycznych religii objawionych, przyjmowanym przez miliardy swoich wyznawców za niepodważalny fundament życia duchowego, w istocie stanowi mozaikę ideologiczną. I jakby chrześcijańska indoktrynacja nie próbowała ujednolicać światopoglądowej wymowy Biblii, osobliwe to dzieło jest jedynym w swoim rodzaju dzieckiem wielu matek, tworem pełnym sprzeczności, wyrosłych na gruncie swojej genezy.

Mamy więc Pismo Święte, przedstawiające ewoluujący w czasie i przestrzeni obraz jedynego Boga i stworzonej przezeń ludzkiej cywilizacji. Na pierwszy już rzut oka widać, jak wielkie występują różnice w jego osobowości między przekazem Starego, a Nowego Testamentu. Bezwzględny, okrutny, surowo karzący, kapryśny Jahwe. Nader ludzki i prozaiczny obraz Boga w Starym Testamencie. Boga przyodzianego w szaty ziemskiego króla jednego, Wybranego Narodu, króla o nadludzkiej potędze, o sile sprawczej. A w Nowym Testamencie? Zrodzona przez Boga jego własna antyteza. Pacyfista, nihilista, filozof, szukający ciężaru życia poza nim. Stroniący od działania, nieludzko doskonały duchowo, a jednocześnie upodlony przez ludzi, w upodleniu tym szukający zbawienia dla świata. Rabbi Jeszua z Nazaretu. Skąd taki dysonans? Stąd, że ów Syn Człowieczy, w rozumieniu Narodu Wybranego był uzurpatorem, który wypaczył Prawo, miast go wypełniać. Stary Testament to dziedzictwo judaizmu- religii jednego narodu, a Nowy Testament- to uzurpatorskie post scriptum, dopisane do dziejów Izraela jako rzekomy ciąg dalszy. Biblia jest więc fascynującym połączeniem dwóch antagonistycznych religii, wyrosłych z jednego pnia. Z kulturoznawczego i historycznego punktu widzenia łączenie Starego z Nowym Testamentem to kuriozum. Używając metafory politologicznej, jest to coś na kształt łączenia współczesnych programów politycznych Prawa i Sprawiedliwości i Platformy Obywatelskiej. Historycznie wywodzą się z jednego, solidarnościowego pnia, ale poza korzeniami obecnie wspólnego mają na tyle niewiele, że niemożliwym jest wyobrażać sobie obie partie w jednym obozie.

Tymczasem chrześcijaństwo przejęło do swojej tradycji wygodniejszą część judaistycznej spuścizny, teologicznego spadku po „starszych (zdradzonych) braciach w wierze”. I tak mamy w katolickim nauczaniu starotestamentowych proroków, stworzenie świata, wszelkie uniwersalne już teraz wątki, natomiast niezbyt akcentowane są momenty, w których judaizm wyraźnie przeczy chrześcijańskiemu rozumieniu świata. Rygoryzm Księgi Kapłańskiej nie wpisał się w liberalizm i kosmopolityzm chrześcijaństwa. Podobnież niewiele się mówi o dowodach na okrucieństwo starotestamentowego Boga. W gronie archetypów biblijnych rzadko jest wymieniany archetyp ślepego posłuszeństwa, wiary posuniętej do zbrodniczości. A jeśli już się mówi, to w taki sposób, aby oczywiste okrucieństwo i cynizm judaistycznego Boga ukryć za woalką krętych rozważań nad boja żną Bożą.

Ślepe posłuszeństwo, posunięte do okrucieństwa, nie jest domeną islamu. Jest cechą wszystkich trzech monoteistycznych religii objawionych. A narodziło się w łonie najstarszej z nich, nie „starszego brata w wierze”, ale ojca idei jedynego Boga. W łonie judaizmu. Najpełniej, najjaskrawiej objawiło się w opowieści o uświęconym synobójstwie Abrahama.

„Bóg wystawił Abrahama na próbę (...) rzekł do niego: „Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria, i tam go złóż w ofierze na jednym z pagórków, jakie ci wskażę” (Rdz 22 1). Tak oto rozpoczyna się zagadkowa opowieść o zbrodni, dokonanej na rozkaz Boga. Ten tajemniczy wątek w ciekawy sposób zinterpretował Jack Miles w swojej „Biografii Boga”. Abraham wcale nie mówi, że spełni żądanie Boga. Wprawdzie zachowuje wszelkie pozory przygotowań do rytualnego mordu aż do chwili, gdy Bóg woła do niego: „Nie wyciągaj ręki na chłopca”, ale nie dowiemy się nigdy, czy rzeczywiście dopełniłby ofiary.

Abraham dwukrotnie zataja swój rzekomy zamiar, dając jakby do zrozumienia, że zdaje sobie sprawę z niegodziwości całej sytuacji. Każe swoim sługom zostać i kłamie- ale czy na pewno?- mówiąc im, że pokłoni się z Izaakiem Bogu i wrócą do sług (Miles 1998:75). Nie wiadomo też, co kierowało Abrahamem, gdy zapewniał syna, że Pan ukaże jagnię na całopalenie. Jack Miles przypuszcza, że w tym momencie patriarcha mówi nie do Izaaka, ale do samego Boga, jako że w języku hebrajskim tryb rozkazujący jest niemal tożsamy z czasem przyszłym. Zatem możliwe, że w tych słowach Abraham prosi Boga, by ten wyznaczył jednak jagnię na ofiarę. Jednak jest to tylko jedna z hipotez. Abraham bowiem w końcu unosi nóż na swojego syna. Co prawda chwilę potem Anioł Pański ratuje Izaaka przed śmiercią. Niezależnie jednak od tego, czy ułaskawienie syna patriarchy było wynikiem jego heroicznej prośby, czy było z dawna zaplanowane przez Boga, chcącego tylko sprawdzić wiernopoddańczość swojego sługi, wymowa tej przypowieści jest jasna. W chwili, w której Abraham podniósł nóż na swojego syna na rozkaz Stwórcy, stał się synobójcą. Ucieleśnieniem najgorszej choroby, toczącej jak widać od początków wyznawców monoteistycznych religii objawionych. Choroby, która do dziś się objawia jaskrawo m.in. w islamskim fundamentalizmie. O islamie piszę tu nieprzypadkowo. Teologia tej najmłodszej, najuboższej duchowo i historycznie religii Księgi czci Abrahama jako pierwszego muzułmanina (Świderkówna 2002:112). W końcu arabskie „muslim” znaczy „oddany Bogu”. Abraham dał więc piękne pole do interpretacji dla islamskich ekstremistów. Skoro on na rozkaz Boga był gotów zabić własnego syna, to dlaczego żołnierze Dżihadu nie mogą mordować giaurów?

Ślepa wiara. Postawienie Boga ponad wszelkimi wartościami człowieczeństwa. Chrześcijańscy interpretatorzy historii biblijnego synobójstwa pojmują tę historię dość przewrotnie. W swoim rozumieniu przypowieści wygodnie kładą nacisk na jej „szczęśliwe” zakończenie. Twierdzą, że jest ona głośnym protestem przeciw ofiarom składanym z dzieci. Z czasem pojawiła się możliwość wykupienia dziecka przez złożenie ofiary ze zwierzęcia. Wtedy to ofiary z ludzi zostały surowo zakazane (Świderkówna 2002:112). Tak, oczywiście, ale liczą się intencje. A te były w omawianej historii okrutne przy każdej możliwej interpretacji. Bóg posłużył się ludzkim życiem dla swojego kaprysu. Chciał deklaracji współpracy. Abraham nie mógł być pewnym, że Bóg w ostatniej chwili powstrzyma go przed morderstwem. Inaczej cała sytuacja zakrawałaby na farsę. Bóg kazałby zabić syna ojcu, wiedząc, że ten tego nie uczyni, a Abraham podniósł by rękę na syna wiedząc, że ten go powstrzyma. To byłoby już zbyt perfidne, a wręcz bezsensowne. Tak więc Abraham zachował się jak prawdziwy muslim. Mentalnie zabił syna. I za swój czyn został nagrodzony. Anioł Pański mu obwieścił: „Przysięgam na siebie, wyrocznia Pana, że ponieważ uczyniłeś to, a nie oszczędziłeś syna twego jedynego, będę ci błogosławił i dam ci potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie i jak ziarnka piasku na wybrzeżu morza; potomkowie twoi zdobędą warownie swych nieprzyjaciół. Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia takiego, jakie jest udziałem twego potomstwa, dlatego że usłuchałeś mego rozkazu” (Rdz 22, 16- 18)

Znamiennym jest fakt, że Abraham stanowi jedyną postać Starego Testamentu, czczoną wspólnie przez wszystkie trzy natchnione religie (Świderkówna 2002:113). Od razu narzuca się nieskomplikowana, logiczna konkluzja- każde z monoteistycznych wyznań ma swej genezie jednakowo autorytarny charakter. Najwyższym, wyniesionym na piedestał nieomylności autorytetem jest Stwórca, a najcnotliwszym człowiekiem- ten, którego jedynym fundamentem moralnym jest posłuszeństwo temu Bogu.

Judaizm do całej historii dorabia jeszcze bardziej wysublimowana teorię. Tu akcent pada na postać Izaaka. Żydzi podkreślają uległość, spokój i posłuszeństwo losowi, jaki zgotował mu Bóg. Stąd też w tradycji judaistycznej historia ta nazywana jest „akedah” (hebr. Związanie). Chrześcijanie natomiast tragiczny los Izaaka przyrównują do cierpienia Chrystusa. „Dzięki wierze Abraham, wystawiony na prób, ofiarował Izaaka, i to jedynego syna składał na ofiarę on, który otrzymał obietnicę, któremu powiedziane było: Z Izaaka będzie dla ciebie potomstwo. Pomyślał bowiem, że Bóg mocen jest wskrzesić także umarłych i dlatego odzyskał go na podobieństwo śmierci i zmartwychwstania Chrystusa” (Hbr. 11, 17-19)

Warto oddać głos bodaj najoryginalniejszemu interpretatorowi Biblii. Jedynemu z wybitnych filozofów w historii, jaki odważył się zakwestionować istnienie Boga i słuszność i chrześcijańskiej moralności, zamienić podział na „dobre i złe” podziałem „słabe i mocne”. W swoim dziele „Antychryst”; Friedrich Nietzsche narodziny chrześcijaństwa uznaje za porażkę judaizmu. „Jak można dziś jeszcze ustępować tak bardzo prostoduszności teologów chrześcijańskich, by wyrokować z nimi, że rozwój pojęcia z `Boga Izraela`, `Boga ludowego` w Boga chrześcijańskiego, w zbiorowe pojęcie wszelkiego dobra, jest postępem?” (Nietzsche 1907:22). Myśliciel nazywa ten proces redukcją boskości. Potężny dawniej, surowy Jahwe, bóg jednego Narodu Wybranego, staje się Bogiem-kosmopolitą, Bogiem- demokratą. Tak więc Nietzsche ze swoim kultem siły uznawał starotestamentową srogość, tak dziś niepoprawną politycznie z punktu widzenia posoborowych chrześcijan, za prawdziwą boskość.

„Historia Izraela jest nieoceniona, jako typowa historia wszelkiego wynaturzenia wartości naturalnych (...)Pierwotnie, przede wszystkim czasu królestwa, znajdował się Izrael do wszystkich w słusznym, to znaczy naturalnym stosunku. Jego Jehowa był wyrazem świadomości mocy, radości z siebie, nadziei, pokładanej w sobie: oczekiwano w nim zwycięstwa i ocalenia, ufano przez niego naturze, że da, czego ludowi trzeba (...) Izrael zachował jako najwyższe pożądanie ową wizję króla, który jest dobrym żołnierzem i surowym sędzią”. Jednak w miarę narastania świadomości religijnej, jak twierdzi Nietzsche, kapłani żydowscy wykształcili „mechanizm zbawczy winy względem Jehowy i kary, bogobojności względem Jehowy i nagrody” (Nietzsche 1907:36). „Co znaczy moralny porządek świata? Że istnieje raz na zawsze wola boża, co człowiek ma czynić, a czego zaniechać; że wartość jakiegoś ludu, jednostki mierzy się tym, czy się bardzo, czy mało jest woli bożej posłusznym” (Nietzsche 1907:36). Filozof- choć nie do końca zamierzenie- staje w obronie starotestamentowego boskiego okrucieństwa, stawiając retoryczne pytanie: „cóżby zależało na Bogu, który by nie znał gniewu, zemsty, zawiści, szyderstwa, chytrości, gwałtu? Nie rozumiano by takiego Boga: po cóż by go mieć?” (Nietzsche 1907:21).

Był też ów immoralista sympatykiem islamu, jako religii, w której siła i przemoc nie są zawoalowane Dekalogiem, ale niejako wpisane są w religijną doktrynę.

Trzeba więc przyznać, że interpretacja czynu Abrahama jako przykładu okucieństwa starotestamentowego Boga nie dla wszystkich przemawia na niekorzyść wielkich religii. Stwórca jest tu potęgą, która sprawdza lojalność swojego wyznawcy. Jakkolwiek przeczy to chrześcijańskim dogmatom, przez immoralistę Nietzschego uznane zostałoby za cnotę. Jednak ważniejsza od postawy Boga jest tu postawa Abrahama. Mógł zbuntować się przeciw woli Bożej. Zamiast po stronie Stwórcy, stanąć po stronie moralności. A tak stał się archetypem ślepego posłuszeństwa. Choć narodził się w łonie judaizmu ów archetyp, to jednak paradoksalnie religia ta wywarła najmnien wyrażne piętno ślepego posłuszeństwa swoich wyznawców. Bojowniczość ludu Izraela aż do XX wieku ograniczyła się do podbicia Kanaanu i kilku powstań przeciw Rzymianom. Ale generalnie najstarsza religia monoteistyczna pozostała grupą hermetyczną, nie wysyłającą zaślepionych wyznawców na podbój ziem innowierców.

Natomiast chrześcijaństwo i islam przeszły przez historię oznaczone Abrahamowym znamieniem. Znamieniem wojujących za wiarę. Dla idei Boga porzucały niejednokrotnie moralność. Ciekawie został ten problem przedstawiony w arcydziele Jerzego Andrzejewskiego „Bramy raju”. Bohaterowie powieści- dzieci idące na krucjatę przeciw Saracenom- w drodze zapominają o jakichkolwiek zasadach wiary. Idą, aby wyzwolić Grób Pański, ale myśl o tym jest ostatnią myślą, jaka w tej podróży przechodzi im przez głowy i serca. Bezrefleksyjność wiary- oto do czego swym casusem doprowadził Abraham. Adam i Ewa nie dali za wygraną, wybrali drogę poznania Dobra i Zła. Co prawda Bóg ich za to wygnał z Raju, jednak oni pozostali moralnymi zwycięzcami- nie oparli się autorytaryzmowi Stwórcy i wywalczyli tym świadomość i człowieczeństwo dla potomnych. Gdyby ich prapotomek Abraham wykazał się siłą charakteru, być może ostatnia wtórna sekta postjudaistyczna, jaką na początku jawił się islam, nie wzięłaby go na sztandary jako swojego pierwszego wyznawcę.

Bóg jest moralną słabością religii monoteistycznych. Ich wyznawcy mieszają kwestie wyznaniowe z politycznymi, dowolnie naginają dogmaty do współczesnych uwarunkowań, prowadzą ekspansję. Dla nich wiara jest niezachwianym pewnikiem który trzeba szerzyć wśród tych, którzy jeszcze tego pewnika nie biorą za swój. Przez całe dzieje Izraela- ojca trzech religii- Bóg stał się podmiotem politycznym. Wyznawcy, nauczeni przykładem Abrahama, zamiast doskonalić swoją moralność, prześcigają się w posłuszeństwie upolitycznionemu Bogu. A kim lub czym jest Bóg? Najwyższą wartością. A co można zrobić dla najwyższej wartości? Wszystko. Zabić innowiercę, sprzedać odpust, pogardzać innymi, myśleć tylko o sobie i działać tylko dla siebie. Byle tylko być posłusznym Bogu. Szerzyć Jego imię w świecie.

A o ile by się zmieniła sytuacja, gdyby tak pojęcie Boga zastąpić konkretnymi wartościami? Przykładowo miłością. Gdyby Abraham kierował się ojcowską miłością, nie zabiłby syna. A gdyby Bóg kierował się miłością, nie demoralizowałby swojego Narodu Wybranego. Albo przynajmniej, stawiając go przed próbą, skarcił za bezmyślne posłuszeństwo i gotowość zabicia syna.

Gdyby islamiści trzymali się wartości Koranu, zamiast jedynie imienia Allacha, dżihad interpretowaliby jako walkę o samodoskonalenie, a nie o wyczyszczenie świata z giaurów; i zamiast walki z niewiernymi, skupiliby się na przestrzeganiu swoich świętych zasad jak niepicie alkoholu, co nie zawsze im wychodzi.

Gdyby chrześcijanie trzymali się nauk Chrystusa zamiast starotestamentowego Boga, podprowadzonego bez wyraźnej ideologicznej harmonii żydom, ekumenizm wynaleźliby przed pierwszą krucjatą.


Bibliografia:

  • Miles J., 1995, Bóg. Biografia, Warszawa.
  • Świderkowa A., 2002, Prawie wszystko o Biblii, Warszawa.
  • Nietzsche F., 1907, Antychryst, Warszawa.

 

Total votes: 283