„L” („lewoskrętne”) oraz „P” („prawowite”) odmiany chrześcijaństwa

Marek Głogoczowski

Zasadnicze punkty 20 minutowego referatu, jaki autor wygłosił, w języku angielskim, 3 września 2005 na międzynarodowej konferencji „Mut zur Ethik” (Odwaga zachowania się w sposób etyczny) w miejscowości Feldkirch w Austrii. Międzytytuły oraz akapit omawiający mechanizm nagłego „wyburzenia” Bloku Radzieckiego zostały dodane do polskiego tłumaczenia.

***

Wszyscy jesteśmy w stanie dostrzec, że na obecnym etapie „rozwoju wstecz” – bez żadnej przesady – ludzkiej cywilizacji, nagminnymi stały się sztucznie rozdmuchiwane wojny religijne, które już ponad 300 lat temu zostały w Europie zakazane Traktatem Westfalskim z 1648 roku. W poświęconym temu zjawisku „odnawiania się starych, zaschniętych ran”, numerze tygodnika francuskiego „Marianne” (1) Natasza Polony w ten sposób opisała początek chrześcijaństwa, która to religia dała impuls do powstania, coraz bardziej się sekularyzującej z biegiem czasu, Potęgi Zachodu:

„(Rodzące się chrześcijaństwo) czy to w jego wersji Chrystusowej, czy też w wersji paulińskiej, dokonało rewolucji w statusie ludzkiej osoby, poprzez proklamację, iż nie ma już ani panów ani niewolników (...) To w dalszej konsekwencji zezwoliło na pojawienie się praw człowieka (...), procesu powstawania społeczeństw zbudowanych na uniwersalności rodzaju ludzkiego, poczynając nie od nadczłowieka, ale od minimum człowieczeństwa, od ubogiego, który stał się światłem Boga między ludźmi. W tym sensie Alexis de Tocqueville, autor książki „O demokracji w Ameryce”, mógł napisać, że „(amerykańska) demokracja jest realizacją chrześcijaństwa”.

Z nie tak odległej przeszłości pamiętamy, że wywodzący się z chrześcijaństwa pogląd, że człowiek ubogi – czyli „proletariusz” jak zwykli nazywać taką osobę marksiści – jest „światłem ludzkości”, stał się oficjalnym dogmatem wszystkich ateistycznych reżymów komunistycznych. A to oznacza, iż w niezgodzie z mającą już blisko 200 lat opinią de Tocqueville, Północni Amerykanie – wyraźnie się tym odróżniając od mieszkańców Ameryki Łacińskiej – nie są narodem, który uznaje ekonomicznie upośledzonych ludzi za „światło dla świata”. Dla amerykańskich self-made-manów, dumnych ze swych materialnych osiągnięć, zasadniczo odmienna postać chrześcijańskiej biedy, prawdziwe ‘minimum człowieczeństwa’ stało się „światłem”, za którym karnie idą, traktując z pogardą wszystkie inne kultury, „anty-chrześcijański” komunizm oczywiście w to włączając.

Jak się nazywa to specyficzne światło, które emanuje z „Miasta na Wzgórzu”, na które to biblijne Jeruzalem lubią się powoływać amerykańscy prezydenci? Natasza Polony przypomina w swym artykule wpływ, jaki na chrześcijańską publiczność ma Jezusa Kazanie na Górze. Chrystus cytowany w Ewangelii św. Łukasza wygłasza w nim w rzeczy samej, jako pierwsze „błogosławieństwo ubogich” – które to błogosławieństwo, ze względu na jego na pozór ewidentny idiotyzm, irytowało żyjącego w Anglii żydowskiego filozofa Karla Poppera. W swym artykule Polony pominęła jednak milczeniem fakt, że według Ewangelii św. Mateusza, w czasie tego samego Kazania na Górze, Jezus błogosławi nie ludzi ekonomicznie (czyli tylko zewnętrznie) biednych, ale tych wewnętrznie „ubogich duchem”. Temu dziwnemu błogosławieństwu, które mnie irytuje od czasów mego pierwszego zapoznania się z nim, towarzyszy równie irytujące błogosławieństwo „cichych”. Te dwa błogosławieństwa w ogóle nie pasują do osobowości Jezusa z Nazaretu, jaką zwykliśmy sobie stwarzać w naszych umysłach po lekturze wszystkich czterech Ewangelii. Jezus był człowiekiem o wielkim duchu, prawdziwym arystotelesowskim megalopsychos, który „dyskutując” z handlarzami odpustów w Świątyni nie wahał się użyć brutalnej, fizycznej siły. A zatem, gdyby rzeczywiście życzył innym „duchowego ubóstwa” i „cichości”, pokorności w postępowaniu, to automatycznie sprzeniewierzyłby się głoszonemu przezeń Drugiemu Największemu Przykazaniu „miłowania bliźniego jak siebie samego”!

Kompetentni badacze, jak prof. Józef Keller twierdzą, że Ewangelia Łukasza została napisana dla zhellenizowanych nie-żydów, podczas gdy ta Mateusza (oraz Marka) dla użytku żydów oraz żydo-chrześcijan (2). Opierając się na tych autorytetach proponuję określić te dwa odmienne typy chrześcijaństwa – z grubsza pokrywające się z różnicami w doktrynach Wschodniego i Zachodniego Kościoła – terminami, jakich używamy przy opisie organicznych kryształów symetrycznych. Przez L („lewoskrętne”) chrześcijaństwo proponuję nazywać tę jego wersję, która jest dostosowana do umysłów nie-żydów, zwłaszcza tych wychowanych w duchu starożytnej kultury greko-rzymskiej, podczas gdy przez P („prawoskrętne” lub „prawowierne”) chrześcijaństwo proponuję nazwać tę jego wersję, która jest dostosowana do umysłów żydów oraz ich prozelitów, szczególnie licznych wśród protestantów. Trzeba tutaj podkreślić, że termin „prawowierny” (ang. „righteous”) jest tutaj z konieczności rozumiany w jego starotestamentowym znaczeniu, na przykład Abraham stał się „prawowiernym” („sprawiedliwym” w polskich edycjach Biblii) po tym, jak zademonstrował „bogu” swą chęć zabicia i spalenia na stosie swego syna Izaaka. (W tym kontekście warto przypomnieć, że indo-europejski pisarz Salman Rushdie w książce „Ostatnie westchnienie Maura”, opublikowanej w 1985 roku, sugeruje, iż „sprawiedliwy” Abraham był najbardziej złym człowiekiem jaki kiedykolwiek istniał!)

„Lewoskrętna” chrześcijańska Dyktatura Proletariatu

L-chrześcijaństwo jest oparte na błogosławieństwie Boga dla ekonomicznie upośledzonych proletariuszy. Jest zatem rzeczą zrozumiała, że L-chrześcijanie, którzy w starożytności zadawalali się życiem w cechujących się ubóstwem kolektywach, w czasach nowoczesnych zamienili się w agresywnych komunistów, którzy mieli – i mają – zamiar oczyścić Ziemię z właścicieli wielkich majątków ziemskich, z prywatnych fabryk, prywatnych banków, prywatnych szkół i prywatnych środków masowego przekazu (patrz Marksa i Engelsa 10-punktowy program „Manifestu Komunistycznego” z 1848 roku.) Dokonując tego i zmuszając ludzi do życia w „spartańskim” ubóstwie, ci „hellenistyczni” post L-chrześcijanie mają nadzieję, daną im przez błogosławieństwo Chrystusa, że uszczęśliwią w ten sposób jak największą ilość ludzi.

Patrząc na ten program „dyktatury proletariatu” z punktu widzenia psychologii rozwojowej, opracowanej przez szkołę epistemologii genetycznej Jeana Piageta w Genewie, należy przyznać, że pozbawianie młodych ludzi luksusowych zabawek zezwala w istocie na lepszy rozwój ich zdolności psycho-motorycznych. Dzieci, które nie są izolowane od innych przez obfitość otaczających je sztucznych wytworów, wcześniej niż te z rodzin bogatych wyrastają z okresu „dziecinnego egoizmu”; brak ułatwiających życie narzędzi – chociażby w postaci elektronicznych kalkulatorków – pomaga w nauce szybkiego dodawania oraz mnożenia i tak dalej. Mówiąc skrótowo, poprzez zrobienie z ekonomicznie „minimalnego człowieka” – czyli proletariusza – ‘światła ludzkości’, komunistyczni potomkowie L-chrześcijan, poprzez zwykłą zoologiczną konieczność znaną jako Prawo Lamarcka (3), kształcili – i kształcą – ludzi wyczuwalnie lepiej rozwiniętych w ich ‘duszy poznającej’, niż ci którzy promują ludzi bogatych, zmuszając ich do życia w nie stymulującym, „usypiającym” ducha komforcie. „Proletariusze” zatem, bardziej niż ospała z definicji burżuazja, mają tendencję do akceptacji przywództwa, które demonstruje starożytny virtus („cnotę”) – przez który to termin rozumie się odwagę powiązaną z szeroką wiedzą.

 

„Prawowite” chrześcijaństwo, czyli Milcząca Tyrania Kretynów oraz Idiotów

Odwrotnego efektu winniśmy oczekiwać w sytuacji, gdy zacznie się rozwijać chrześcijaństwo typu „P”, czyli „prawowitego” jak biblijny Abraham, który w języku polskim obdarzony został przydomkiem „sprawiedliwy”. (Stąd zapewne idea „chrześcijańskiej” partii PiS w Polsce). Ten typ chrześcijaństwa jest propagowany przez Ewangelię nie znającego osobiście Jezusa z Nazaretu św. Mateusza. Ta specyficzna „Dobra Nowina” według Józefa Kellera (2) jest szczególnie dobrze dopasowana do mentalności Żydów oraz żydo-chrześcijan. To właśnie w tym starożytnym zapisie, na pozór będącym „bliźniaczą” kopią Ewangelii Łukasza, jej autor zaczyna Kazanie na Górze od słów „ błogosławieni ubodzy duchem, bo do nich należy Królestwo Niebios”. Takie błogosławieństwo stanowi zachętę do kultywowania szeregu negatywnych postaw etycznych, które wymienimy pokrótce.

1) W wypadku gdy „minimalnie ludzki”, pozbawiony jeszcze odruchów o charakterze „virtus”, dziecinny osobnik ciągle słyszy, że jest „błogosławiony przez boga”, to nawet w swym ubogim, pod względem umiejętności dokonywania skojarzeń umyśle, jest on zdolny wykalkulować, że jakikolwiek wysiłek, mający na celu osiągnięcie przezeń wyższego poziomu intelektualnego, automatycznie pozbawi go „bożego” błogosławieństwa. Pochwała zatem „ubogich duchem” (dosłownie „o przykrótkim oddechu”; „duch” bowiem etymologicznie pochodzi od „tchnienia”), jest czymś całkowicie anty-pedagogicznym, prowadzącym do rozkwitu cywilizacji ludzi umysłowo ociężałych. Można to zresztą sprawdzić w każdym poważnym słowniku etymologicznym, że pejoratywne określenie „kretyn” pochodzi od francuskiego „chrétien”, czyli chrześcijanin.

2) Jak zauważyliśmy powyżej, odnotowane przez św. Łukasza błogosławieństwo „ubogich”, wzięte na poważnie, doprowadziło w czasach nowoczesnych do pojawienia się „dyktatury proletariatu”, usiłującej ciemiężyć burżuazyjne, egoistycznie nastawione jednostki. Jest zatem logicznym, że wpisanie w Ewangelię Mateusza błogosławieństwa „cichych” oraz „ubogich duchem”, doprowadziło w naszych czasach do ukonstytuowania się „milczącej tyranii kretynów oraz idiotów”, próbujących wytrzebić na ziemi wszystkie osobniki odważajace się myśleć oraz postępować w sposób bardziej złożony niż dzieci o wieku mentalnym lat dwunastu. (Warto w tym miejscu przypomnieć, że w starożytnej Grecji „idiotami” nazywano jednostki, które nie potrafiły wyrosnąć z ich okresu dziecięcego egoizmu i w związku z tym traktowały otaczającą ich społeczność jako pożywkę dla swych egoistycznych ambicji.)

3) Ponieważ chrześcijaństwo typu „P” jest oparte na promowanej przez żydo-chrześcijan, „koślawej duchem” etyce hebrajskiej, więc i los szerzej myślących i potrafiących wysławiać swe idee ludzi w tego typu „prawym” i „sprawiedliwym” („PiS”) społeczeństwie winien przypominać los podobnych im duchem osób w starożytnej Jerozolimie, gdzie „zgodnie z Prawem” ukrzyżowano Jezusa z Nazaretu, oraz wkrótce potem ukamieniowano jego lokalnego następcę, kwestionującego dwulicowość mojżeszowej etyki św. Szczepana. Jak gdyby powtarzając obrzydliwości popełniane przez starotestamentowych żydów, p-chrześcijanie u zarania nowożytności zaczęli palić niewygodnych im heretyków na „uwielbianych przez boga Jahwe” stosach, co stanowi świadectwo (czyli testament) najzwyklejszej choroby umysłowej tego „pobożnego” kierunku nowożytnego chrześcijaństwa.

4) W czasach najnowszych, dzięki pojawieniu się środków masowego przekazu, te „prawowierne i sprawiedliwe” metody wychowawcze uległy złagodzeniu, niewygodnych filozofów – takich jak na przykład 90-letniego Rogera Garaudy – po prostu nie dopuszcza się do rynku księgarskiego, nieposłusznych polityków bądź więzi się przez lata bez wyroku sądowego (jak Slobodana Miloszevicia), bądź eliminuje za pomocą „cichych” zabójstw, zazwyczaj upozorowanych na „wypadki”. (Patrz wydana w 2006 roku książka „Wyznania ekonomicznego killera” / Confessions of economic hit man / J. Perkinsa.)

5) W sytuacji społecznej, kiedy to obywatele mogą podziwiać demonstrujące „virtus” indywidualności tylko w postaci „Zbawcy” (kogóż to on to, swą ofiarą, zbawił?) bezwładnie wiszącego na krzyżu, względnie w formie bohaterów narodowych z b. Jugosławii, szybko umierających w dawnym hitlerowskim kacecie w Hadze, wszelkie naturalne dla gatunku homo sapiens odruchy przywiązania do ONC (Ojczyzna, Nauka, Cnota – były takie inicjały na lilijce harcerskiej) z konieczności muszą ulegać przytłumieniu. Z braku możliwości realizacji tych wyższych ludzkich ambicji, społecznie dominującymi stają się zachowania podłe, charakteryzujące ludzi „małego ducha”, dla których starożytne aramejskie bóstwo zwane Mamonem jest Jedynym Bogiem. Mówiąc w skrócie, poprzez zwycięstwo w świecie zachodnim (a w szczególności w izolowanej od kontynentalnej Europy Anglii oraz Ameryce Północnej) protestanckiego chrześcijaństwa typu „P”, automatycznie kult Mamona zaczął swój Zwycięski Pochód, przerywany jedynie odległymi od Londynu i Wall Street, kolejnymi powstaniami komunistycznymi w Euroazji oraz w Ameryce Południowej.

6) Powab Mamona jest w istocie bardzo atrakcyjny dla wszystkich „ubogich duchem” indywiduów, które zachowują się jak dzieci, kochające błyszczące, mechaniczne zabawki. Te umysłowo i społecznie niedokształcone, „wyzwolone” przez kolejne rewolucje burżuazyjne jednostki, są z łatwością manipulowane przez propagandę komercyjną „raju bogatych”, który podnieca ich wyobraźnię za pomocą niezliczonych reklam oraz telewizyjnych obrazów. Ci „ubodzy duchem” ludzie zachowują się zatem w sposób podobny do much, które się spieszą by usiąść na pachnących dla nich wspaniale ekskrementach. W tym „pachnącym” kontekście warto przypomnieć, że dla pierwotnych chrześcijan pieniądze rzeczywiście miały zapach ekskrementów. Wabiąca naiwnych swymi sztucznymi światłami „demokracja amerykańska”, która od samego momentu jej ustanowienia oparta została na sile pieniądza, jest z tego punktu widzenia ustrojem tak anty-chrześcijańskim jak to tylko jest możliwe.

W Nowy Testament, zostały zatem wmontowane instrukcje najzupełniej sprzeczne z naszym wyczuciem, na czym polega zło i na czym dobro w świecie. W tej sprawie opinia starożytnych Greków była bardzo prosta: dobrem jest z definicji niezafałszowana wiedza o świecie i o sobie samym, złem jest ignorancja. W kontekście tego wychwalania „koślawych duchem” zjudaizowanych chrześcijan, dominujących w szczególności w krajobrazie kulturowym USA, warto zacytować znamienne oskarżenie francuskiego pisarza de Motherlanta, sformułowane w jego książce „Chaos i noc”:

Jedyny naród, który potrafi obniżyć poziom ludzkiej inteligencji, moralności i jakości człowieczeństwa – i to w skali całego globu – tego jeszcze nigdy nie widziano. Oskarżam Stany Zjednoczone o ciągłe trwanie w zbrodni przeciw ludzkości.

„Błogosławieni cisi (którzy trzymają język za zębami), albowiem oni posiądą ziemię (i konsumować będą jej płody)” – Mt. 5, 5.

Wydarzenia, jakie nastąpiły po morderczym wyburzeniu drapaczy chmur WTC w Nowym Yorku w dniu 11 września 200 dostarczają wspaniałego przykładu jak działa błogosławieństwo ubogich duchem – a także tych „cichych” – którzy mają przejąć ziemię na własność. Ci Wybrani przez „boga” ludzie – jak na przykład współpracownicy żydo-amerykańskiego przedsiębiorcy Larry Silversteina, który zarobił „na czysto” 4 miliardy dolarów na wyburzeniu aż 3 wież (nr. 2 i 7) WTC w Nowym Yorku – już ponad 5 lat wstrzymują oddech by nie puścić z ust pary na temat technicznych szczegółów, w jaki sposób dokonano tego majstersztyku wyburzania drapaczy chmur tak, że zapadały się one, jak to obliczono, z przyspieszeniem swobodnie spadających ich górnych pięter, prosto w kontury ich fundamentów. Dzięki trwającemu milczeniu zespołu kilkunastu prawdopodobnie fachowców, którzy byli wynajęci do tego wyburzenia, ci trzymający język za zębami „nadludzie” stali się bajecznie bogatymi, a zatem uzyskali środki, by posiąść ziemię, a przynajmniej by sobie kupić tej ziemi całkiem spore parcele.

Nie jest to jedyny przykład z najnowszej historii, ilustrujący jak działa błogosławieństwo „cichych i łagodnych, którzy potrafią trzymać język za zębami”. Otóż pod koniec wieku XX-go doszło do super-spektakularnej „implozji” Bloku Sowieckiego, a w szczególności ZSRR, po którym to mocarstwie pozostały li tylko wciąż jeszcze „dymiące” gruzy, nie tylko w Czeczenii oraz Gruzji, ale także i w Iraku. O tym, w jaki sposób pierwsze na świecie państwo komunistyczne zostało „zaminowane” od wewnątrz, możemy się trochę dowiedzieć z (niepublikowanych w Polsce) książek głównego „miniera” Bloku Wschodniego, finansisty George Sorosa. Natomiast tylko z fragmentarycznych danych dowiadujemy się jak „pracowali” wschodnioeuropejscy współpracownicy tego sławnego „filantropa”, a w szczególności skąd otrzymywał instrukcje likwidator niepodległości ekonomicznej Polski dr Leszek Balcerowicz. Ten to naczelny „reformator” III/IV RP, poprzez swą żonę Ewą i zarządzaną przez nią Fundację „Case”, okazał się być ściśle powiązanym z głównym sabotażystą radzieckiej ekonomii, wielkim „prywatyzatorem” Rosji, Anatolijem Czubajsem.

Ci „reformatorzy” milczą jak zaklęci, nie chcą się pokazywać na Komisjach Sejmowych, gdyż rzeczywiście, ich milczenie pachnie najprawdziwszym złotem. Człowiek normalny ma jednak wrodzoną chęć do dzielenia się wiedzą z innymi i Adamowi Michnikowi wypsnęło się przed Komisją Sejmową – co akurat pokazała telewizja – o „zaciśniętych ustach” tych prominentów, którzy się na „przemianach ustrojowych” bajecznie wprost wzbogacili. By wskazać tutaj chociażby na „ponadnarodowego” polskiego hochsztaplera o nazwisku Krauze, który niedawno kupił w Kazachstanie złoża ropy naftowej o wartości 200 mln euro. A więc niewątpliwie miał rację „Chrystus” z Ewangelii Mateusza, zapowiadający, że do „cichych” będzie należeć ziemia (oraz jej płody).

Co więcej, ci współcześni „cisi”, trzymający ściśle język za zębami „nadludzie” czyli mafiozi, poprzez ustawiczne wstrzymywanie przez nich oddechu stają się z czasem „nowo zrodzonymi ubogimi duchem”. I ci „nowi ubodzy” stają się prawdziwym światłem ludzkości, tysiące ambitnych przedsiębiorców chce ich imitować, ich wykazy publikują „zawsze wierne” Panu media, jak ten niby polski tygodnik „Wprost”, ściśle związany z żydo-amerykańskim medialnym kapitałem. Mówiąc nieco poetycznie, znamionujące pustkę duchową MILCZENIE elit super bogatych stało się ŚWIATŁEM – czyli „milczącym Słowem” – LOGOSU GLOBALIZACJI. I do tego „Milczącego Światła”, promieniującego z uwielbionego przez religijno-politycznych przywódców USA „Nowego Jeruzalem”, lecą, biegną, a nawet próbują się dostać wpław, biedni chciwi ludzie wszystkich możliwych narodowości, w godności swego zachowania nie odróżniając się niczym od insektów zwanych ćmami, zwabionymi w nocy przez ogień.

Wymienione powyżej, super-kryminalne przedsięwzięcia, a zwłaszcza to mordercze wyburzenie wież WTC w Nowym Yorku i wynikły z tego faktu „kontratak” USA na Afganistan i Irak, stały się praktycznie nie do powstrzymania, nie mówiąc już o ewentualnym ukaraniu winnych, od momentu kiedy to uległ „wyburzeniu” Związek Radziecki. Brak jakiejkolwiek, liczącej się przeciwwagi zezwala dzisiaj „Osi idiotyzmu” (tak publicysta angielski Ian Buckley nazywa trójoś USA/GB/Izrael), na realizację projektu Nowego Światowego Porządku li tylko za pomocą Skutecznego Kłamstwa. To „Święte Kłamstwo”, polegające na systematycznym przypisywaniu ofierze rozboju wszystkiego możliwego zła, tkwi głęboko ukryte w skopiowanej z nauk Mojżesza etyce „prawowiernych” chrześcijan (4). Co istotniejsze, cały „zachodnio-chrześcijański” system edukacyjny, który został zbudowany na katolickim przekonaniu, iż „ciekawość to pierwszy stopień do piekła” (jak mnie w młodości uczyli katecheci), został systematycznie ukierunkowany na zamazanie obrazu rzeczywistości „tak aby ludzie nie mogli zobaczyć jak rzeczy się naprawdę mają”, by zacytować tutaj mająca już blisko 30 lat opinię angielskiego socjologa Michaela Thompsona (5).

Co dalej?

Zapytano mnie, bezpośrednio przed wygłoszeniem niniejszego referatu, jaki rodzaj antidotum proponuję przeciw temu „zakleszczeniu umysłów”, które amerykański pisarz internetowy John Kaminski określa terminem „mindlock”. Moi lubiący się wysławiać – a więc nie „cisi” – katoliccy oraz prawosławni przyjaciele, a mianowicie prof. Robert Hickson z USA (i z elitarnej szkoły West Point tamże), oraz Izrael Adam Szamir z Jaffy (a wcześniej z równie elitarnego Wydziału Matematyki Uniwersytetu w Nowosybirsku), zgadzają się ze mną, że wewnątrz Biblii jest ukryty śmiertelny „wirus kulturowy”. Co więcej w związku z mym anty-biblijnym nastawieniem nazywają mnie neo-marcjonistą. Co to oznacza? Z książek poświęconych historii chrześcijaństwa możemy się dowiedzieć, że w późnym antyku „herezja” marcjońska była rozpowszechniona nawet bardziej, niż kurczowo trzymające się swych hebrajskich korzeni chrześcijaństwo jakie znamy dzisiaj. Co więcej, Marcjon uznawał tylko jedną Ewangelię – oczywiście tę Łukasza – gdzie wypowiedziane jest bardzo racjonalne błogosławieństwo ludzi materialnie (a więc tylko zewnętrznie) „ubogich”. Choć księga Marcjona „Antytezy” została całkowicie przez Kościół zniszczona, to zachowała się informacja, że Marcjon traktował „lud boży” Starego testamentu, jako naród postępujący za wskazaniami Boga Zła. Jak przypomina to Józef Keller (6): „Wiązanie Ewangelii (Łukasza) ze Starym Testamentem było dla Marcjona fałszowaniem objawienia przez judeo-chrześcijan. Cenił on listy Pawłowe, ale uważał, że zostały częściowo sfałszowane” (7). Jako obywatele wychowani w kulturze chrześcijańskiej, winniśmy oczywiście oczyścić nasze umysły od „wirusów”, które zostały dodane do pierwotnych, zapewne najzupełniej racjonalnych, nauk zmitologizowanego Jezusa (8). A to oznacza powrót, w znacznym stopniu, do wyklętej z czasem przez Kościół „herezji” marcjońskiej, negującej w ogóle sens jakiejś „dającą zbawienie” (komu? przecież nie ludziom zacnym?) Męki Pańskiej. Jak przypomina Józef Keller „Chrystus, jego (Marcjona) zdaniem, jest objawieniem prawdziwego boga, ani się nie narodził, ani nie cierpiał, nawet pozornie.

Kiedy zaś pokonamy dławiący od setek lat Zachód, judeo-chrześcijański mindlock, czyli ‘zakleszczenie umysłów’ nie zezwalające na połączenie w sposób racjonalny wiary z rozumem, to od razu możemy oczekiwać dobrodziejstw dla wszystkich wyższych istot zaludniających naszą planetę, oczywiście w to włączając śmiertelnie dziś zagrożoną w jej egzystencji dziką faunę a nawet i florę. By tę „blokadę umysłów” złamać, wystarczy tutaj przypomnienie zarówno komunistycznej jak i L-chrześcijańskiej zasady traktowania osobników (super)bogatych jako ludzi o „koślawych duszach”, którym się tylko wydaje, że są „błogosławieni przez boga”. Takie „antyamerykańskie” nastawienie gwarantuje ograniczenie aspołecznych, drapieżnych zachowań komercyjnych, wśród których kolejne „wojny o zysk”, prowadzone bezustannie przez anglosaskie „społeczeństwa obywatelskie”, stanowią li tylko dostrzegalny na zewnątrz wierzchołek Góry Lodowej Korupcji Cywilizacji Zachodu.

Od strony zaś praktycznej należy się modlić o „odnowę w duchu Rozumu” naszego, coraz bardziej bezmyślnego Kościoła. Przecież już tylko usunięcie z kanonu wiary Ewangelii Mateusza, przystosowanej do z natury „koślawego” ducha judeo-chrześcijan, automatycznie uczyni naszego chrześcijańskiego Boga prostolinijnym, takim jak zapewne był ten znienawidzony przez „koślawomyślących” żydów i żydo-chrześcijan prorok, znany jako Jezus z Nazaretu. Bo inaczej Kościół, aż do swego nędznego końca, zachowa swe, podstępnie ustalone na soborze w Nicei w 325 roku, Podwójne Oblicze, tak wyraźnie manifestujące się obecnie w domagających się mordu wypowiedziach „prawowicie chrześcijańskich” sekt amerykańskich. Jedno Oblicze tego żydo-chrześcijańskiego Bóstwa Jedynego głosi naiwnym „baranom”: „nie próbujcie się wydostać z obklejającego was coraz szczelniej duchowego bagna, w którym od setek lat tkwicie wraz ze swoim klerem, dzięki waszemu bezruchowi waszym będzie – oczywiście po wniebowzięciu (ang. rapture out) – Królestwo Niebios”. Natomiast Drugie Oblicze tego „zbawiciela” szepce swemu ludowi wybranemu, a w szczególności dbającemu o swój biznes, wyższemu duchowieństwu: „Bądźcie cisi i pokornego serca, trzymajcie języki ściśle za zębami, milczenie jest złotem, w ten sposób posiądziecie na własność Ziemię wraz z zaludniającą ją ludzką trzodą (chlewną).

 

Amen, Feldkirch 3. 09. 2006


1 Natacha Polony “Le christianisme ou la naissance de l’universel”, Marianne, no 48 Paris 2006.

2 Józef Keller „Zarys dziejów religii”, Iskry, Warszawa 1988, str. 587..

3 Lamarcka „Prawo Biologii” postuluje, że organy rozwijają się jako rezultat ich ćwiczenia, przy czym tendencja do ich wybiórczej hipertrofii z czasem staje się dziedziczna. Istnienie tego Prawa Natury, sformułowanego już blisko 200 lat temu w „Filozofii zoologicznej” J. B. Lamarcka, jest milcząco negowane przez międzynarodówkę „ubogich duchem” biologów, zwłaszcza tych wierzących w neodarwinowskie koncepcje ujednolicania się przyrody.

4 Wzorem dla tej pełnej hipokryzji etyki P-chrześcijan stało się podstępne zachowanie się Żydów w Egipcie, który to „lud boży”, opuszczając goszczący go przez stulecia kraj, nie omieszkał okraść jego mieszkańców z najcenniejszych, posiadanych przezeń przedmiotów (Wj. 13, 35-36). Tę wychwalaną przez św. Augustyna w „Doktrynie chrześcijańskiej”, metodę złodzieja, który pierwszy krzyczy „łapać złodzieja!”, z dużym początkowo powodzeniem stosowali Krzyżowcy w czasie podboju Ziemi Świętej, a po nich Konkwistadorzy w trakcie podboju obu Ameryk, oraz Anglosasi w trakcie dzikich bombardowań niemieckich oraz japońskich miast. Obecnie tę prostą, złodziejską metodę stosują nasi umiłowani sojusznicy z „Osi Idiotów”, usiłujący dokonać żydo-chrześcijańskiej „rekonkwisty” Bliskiego oraz Środkowego Wschodu. Wszystko to wskazuje, że „Niewidzialnym Ojcem Chrzestnym” P-chrześcijan jest ten sam Potwór (Moloch, czyli „Król”), którego czcili prawowierni, starożytni żydzi. To im Jezus, w trakcie opisanego przez ewangelistę Jana spotkania w Świątyni, usiłował wytłumaczyć, iż „(Ojciec wasz) ... od początku był mordercą i w prawdzie nie wytrwał, bo nie ma w nim prawdy” (Jan 8, 44).

5 Michel Thompson “The Rubbish theory”, Oxford University Press, 1977.

6 Józef Keller „Zarys dziejów religii”, Iskry, Warszawa 1988, str. 599.

7 Warto w tym miejscu przypomnieć, że takie podstępne połączenia tekstów zupełnie ze sobą niespójnych (jak Ewangelia św. Łukasza i Stary Testament) jest metodą wykorzystywaną przy konstrukcji „wirusów” typu Konia Trojańskiego: do atrakcyjnie wyglądającej „głowy” wirusa doczepia się niszczący zdolność skojarzeniową kory mózgowej „ogon”. Jeśli chodzi o działalność misyjną św. Pawła, uznawaną – z zastrzeżeniami – przez Marcjona, to autor niniejszego opracowania autorytatywnie twierdzi, że Szaweł/Paweł był po prostu agentem Sanhedrynu, mającym za zadanie zepchnięcie rodzącej się wtedy w Imperium Romanum uniwersalistycznej religii Przyjaźni oraz Piękna na sterylne pola bezgranicznej ludzkiej głupoty...

8 Według historyka Tadeusza Zielińskiego, istotne „rozświetlające umysł” nauki Jezusa wywodzą się z helleńskiego – a nie z hebrajskiego – kręgu kulturowego. T. Zieliński „Judaizm a hellenizm”, Mortkiewicz i ska., Warszawa, 1927.

Total votes: 1778