Modlitwa na Górze Oliwnej

Rutilius

Zacznijmy od zagadki: czy da się pogodzić następujące wypowiedzi Jezusa:

  • Mt 5,(39) A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!
  • Mt 10, (34) Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.

Otóż fragmenty te pozornie sprzeczne staną się jasne, gdy spojrzymy na nie w świetle trzeciego, który jest jeszcze większą zagadką. Wypowiedział je tuż przed udaniem się po raz ostatni na Górę Oliwną:

Łk 22, (36) Lecz teraz - mówił dalej - kto ma trzos, niech go weźmie; tak samo torbę; a kto nie ma, niech sprzeda swój płaszcz i kupi miecz! (37) Albowiem powiadam wam: to, co jest napisane, musi się spełnić na Mnie: Zaliczony został do złoczyńców. To bowiem, co się do Mnie odnosi, dochodzi kresu. (38) Oni rzekli: Panie, tu są dwa miecze. Odpowiedział im: Wystarczy. (39) Potem wyszedł i udał się, według zwyczaju, na Górę Oliwną: towarzyszyli Mu także uczniowie.

Niejasność i trudność tego fragmentu dobitnie świadczy o jego autentyczności, ewangeliści, którym zależało na wizerunku pokojowo i niepolitycznie nastawionego Jezusa z pewnością by tego tekstu nie wstawili. Co więcej, Łukasz czuł się zobowiązany dodać nic nie wyjaśniające wyjaśnienie (w.37), które prawdopodobnie stanowi zlepek autentycznej wypowiedzi Jezusa (37a) z interpretacją post factum (37b). Jezus najprawdopodobniej był faktycznie przekonany, że nadszedł kluczowy moment. Musze jednak prosić czytelnika, by zaczekał z odpowiedzią, na czym ten moment miałby polegać i nie ulegał tu przedwcześnie Łukaszowi, skupiając się na postępowaniu Jezusa. Fragment ten zachował się wyłącznie w ewangelii Łukasza, ale fakt, że uczniowie mieli w tej kluczowej godzinie broń jest potwierdzony u wszystkich ewangelistów (Mk14,(47) A jeden z tych, którzy tam stali, dobył miecza, uderzył sługę najwyższego kapłana i odciął mu ucho.; Mt 26,(51) A oto jeden z tych, którzy byli z Jezusem, wyciągnął rękę, dobył miecza i ugodziwszy sługę najwyższego kapłana odciął mu ucho. Łk 22, (49) Towarzysze Jezusa widząc, na co się zanosi, zapytali: Panie, czy mamy uderzyć mieczem? (50) I któryś z nich uderzył sługę najwyższego kapłana i odciął mu prawe ucho. Fragment ten zachował się również u Jana, od którego dowiadujemy się, kto dzierżył miecz: 18,(10) Wówczas Szymon Piotr, mając przy sobie miecz, dobył go, uderzył sługę arcykapłana i odciął mu prawe ucho. A słudze było na imię Malchos. (11) Na to rzekł Jezus do Piotra: Schowaj miecz do pochwy. Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec?)

Mamy więc: najpierw skrajnie pacyfistyczny nakaz nieodpowiadania przemocą na przemoc. Potem zapowiedź, z której wynika, że Jezus zapoczątkuje coś, co nie ma nic wspólnego z pokojem. Wreszcie w ostatniej godzinie próby wzywa uczniów, by zaopatrzyli się w miecze. Co ciekawe, miecze okazały się być już pod ręką, co wskazuje na napięcie w tym kręgu. Kluczowe tu jest jednak co innego: Oni rzekli: Panie, tu są dwa miecze. Odpowiedział im: Wystarczy.

W dyskusji spotkałem się z opinią, że nakaz ten odnosi się do dalszej działalności uczniów, ich misji. Jest to nieprawdopodobne: z tego co wiemy o dalszej działalności misjonarzy, przynajmniej do czasów, gdy na scenie pojawił się Paweł, reprezentowali oni raczej ascetyczny model misjonarstwa, do jakiego przywykli chodząc z Jezusem. Spotykały ich różne przygody, z pojmaniem włącznie i nie ma śladu, aby byli wówczas uzbrojeni. Zresztą w jaki sposób dwa miecze miałyby wystarczyć dla jedenastu apostołów, którzy zwykle chadzali parami? Niektórzy autorzy próbowali przedstawiać Jezusa jako przywódcę zbrojnego antyrzymskiego buntu. Ale znowu – w jaki sposób dwa miecze miałyby wystarczyć przeciw oddziałom stacjonującym w Jerozolimie? Zresztą gdy dochodzi do konfrontacji z sługami arcykapłana Jezus przytomnie każe schować miecze.

Na możliwość niezwykle ciekawej interpretacji tego fragmentu wskazał Hyam Maccoby, a co by nie mówić o innych jego tezach, wydaje się, że w tym wypadku może mieć rację.

Cofnijmy się trochę, do początku ostatniego aktu: wjazdu do Jerozolimy na ośle. Ewangeliści zapewniają nas, że „Stało się to, żeby się spełniło słowo Proroka”. Jednak postępowanie Jezusa wskazuje, że należało by raczej powiedzieć „uczynił tak, aby wypełnić słowo Proroka”. Nie mamy bowiem do czynienia z sytuacją, że Jezus przechodząc, dostrzega gdzieś osła, i postanawia go pożyczyć, ale wysyła „z premedytacją” uczniów, aby osła poszukali, instruując ich, co mają mówić, gdyby ktoś im dać osła nie chciał. W każdy razie wszystko wskazuje na to, że Jezus realizuje plan. Plan ten napisał prorok Zachariasz (r.9) pięć wieków wcześniej:

(9) Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny - jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy. (10) On zniszczy rydwany w Eframie i konie w Jeruzalem, łuk wojenny strzaska w kawałki, pokój ludom obwieści. Jego władztwo sięgać będzie od morza do morza, od brzegów Rzeki aż po krańce ziemi.

Jak widzimy, pierwszą część planu udało się zrealizować dość łatwo – osioł się znalazł. Jak Jezus wyobrażał sobie realizację dalszej części?

Jak się dowiadujemy z wyżej zacytowanych fragmentów, Jezus w owym czasie miał zwyczaj chadzania na Górę Oliwną: (Łk 22,39) Potem wyszedł i udał się, według zwyczaju, na Górę Oliwną. Okazuje się, zę Góra Oliwna pojawia się również u autora planu: Zachariasz w rozdziale 14 pisze

(1) Oto nadejdzie dla Pana dzień, kiedy twoje bogactwa rozdzielać będą u ciebie. (2) Wszystkie ludy zgromadzę do walki z Jerozolimą; miasto zostanie zdobyte, domy zrabowane, kobiety zhańbione; połowa miasta pójdzie na wygnanie, jednak Reszta mieszkańców nie ulegnie zagładzie. (3) Wtedy Pan wyruszy do boju i będzie walczył przeciw ludom, jak niegdyś walczył w dniu bitwy. (4) W owym dniu dotknie stopami Góry Oliwnej, która jest naprzeciw Jerozolimy od strony wschodniej, a Góra Oliwna rozstąpi się w połowie od wschodu ku zachodowi i powstanie wielka dolina. Połowa góry przesunie się na północ, a połowa na południe. (5) I będziecie uciekać na dolinę wśród moich gór, bo dolina gór sięgać będzie aż po Asal; a wy uciekać będziecie, jak uciekaliście w czasie trzęsienia ziemi za dni króla Judy, Ozjasza. Wtenczas nadciągnie Pan, mój Bóg, i z Nim wszyscy święci.

Dalej prorok opisuje niezwykłe przemiany geograficzne w otoczeniu Jerozolimy, aż w końcu:

(11) Będą w niej mieszkali, a klątwa już jej nie dosięgnie. Jerozolima żyć będzie bezpiecznie. (12) A taką klęską porazi Pan wszystkie narody, które ruszyły do walki z Jerozolimą: rozpadnie się ich ciało, chociaż jeszcze trzymać się będą na nogach; oczy zaćmią się w oczodołach, a język zeschnie w ustach. (13) W owym czasie za sprawą Pana ogarnie ich wielkie przerażenie, jeden drugiego uchwyci za bary i pięść podniesie jeden na drugiego. (14) Juda także będzie walczył w Jerozolimie, gdzie zebrane zostaną bogactwa wszystkich okolicznych ludów: złoto, srebro i ubrania ponad wszelką miarę. (15) Zagłada, podobna do tamtej plagi, wyniszczy konie, muły, wielbłądy, osły, i wszystkie zwierzęta, znajdujące się w tym obozie. (16) Wszyscy ci, którzy ocaleją spośród wszystkich ludów, biorących udział w wyprawie na Jerozolimę, rokrocznie pielgrzymować będą, by oddać pokłon Królowi - Panu Zastępów - i obchodzić Święto Namiotów.

Sądzę, że o to właśnie modlił się Jezus na Górze Oliwnej. O to, aby Ojciec zesłał swoje hufce, i drastycznie przekształcił istniejący porządek ziemski. Aby wprowadził Królestwo Boże, czyli główną obsesję Jezusa.

Tymczasem ortodoksyjna interpretacja usiłuje nam wmówić, że Jezus wiedział, co go spotka, ale mimo to rozklejał się ze strachu przed cierpieniem i śmiercią. Jakże to, Bóg wcielony, który po to się właśnie narodził, aby ponieść ofiarę na krzyżu teraz zaczyna obawiać się konsekwencji swej decyzji o wcieleniu? Skąd rezygnacja w postawie Jezusa widoczna w dalszym przebiegu wypadków, skoro każda godzina przybliżała go do ostatecznego celu życia? Skąd dziwny okrzyk na krzyżu, który Marek (r.15) i Mateusz (r.27,46) przekazali w wersji oryginalnej:

O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: Eloi, Eloi, lema sabachthani, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?

Fragment na tyle szokujący, w kontekście ortodoksyjnej interpretacji, że Łukasz zamienia go na „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego”, a Jan – już wręcz wyrażając ową interpretację na „Wykonało się!”.

Czyż słowa przekazane przez Mateusza (r.26), w scenie pojmania, „(53) Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów? ” nie znaczyły raczej „Czy myślisz, że Ojciec mógłby, gdyby chciał, wystawić Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów?” Ojciec najwyraźniej nie chciał i stąd nie dziwi rozczarowanie Jezusa i poczucie klęski.

Fragmenty NT na podstawie tłumaczenie Biblii Tysiąclecia

Total votes: 245