Błogosławieństwa

Zaratustra

Tekstem, w którym w najpełniejszy sposób wyraża się moralność chrześcijańska jest niewątpliwie często jako takie przytaczane „kazanie na górze”. Charakterystyczne, że przytacza się właśnie „kazanie na górze”, a zatem odwołuje do ew. Mateusza. Treści te pochodzą z źródła „Q”, z którego czerpali zarówno Mateusz jak Łukasz. Z zawartych tam mów Jezusa autorzy czerpali dość dowolnie umiejscawiając w odrębnych kontekstach. Bibliści są zdania, że to Łukasz, a nie Mateusz zachował wierniejszą wersję Q. Jak zobaczymy, ma to pewne znaczenie. Zacznijmy od rekonstrukcji chrześcijańskiej hierarchii wartości na podstawie Łukasza. Kluczowym fragmentem są błogosławieństwa jakie Jezus miał wygłosić (r.6).

20 A On podniósł oczy na swoich uczniów i mówił: „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. 21 Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. 22 Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: 23 cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom. 24 Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. 25 Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. 26 Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom.

Co tu jest pochwalone, a co zganione? Chwali się ubóstwo kosztem bogactwa, głód kosztem sytości, smutek kosztem radości, bycie pogardzanym, znienawidzonym i odrzuconym kosztem społecznego szacunku i uznania. A teraz niech czytelnik odpowie sobie szczerze: wolałby być bogaty, bezpieczny od głodu, szczęśliwy i szanowany przez społeczność czy ubogi, głodny, smutny i pogardzany? Coś tu stoi na głowie! Czemuż to? Kto mógł wpaść na takie odwrócenie naturalnych odruchów wartościujących? I czyż nie widać tu nieskrywanej wręcz żądzy zemsty? Jakże to, chrześcijanie i zemsta?

Z pomocą przychodzi nam Nietzsche i opisane przez niego zjawisko resentymentu. Chrześcijanie wywodzili się z samych dołów społecznych. Byli ubodzy, nieokrzesani a rzymski miecz nie raz pozwolił im doświadczyć uczucia bezsilności. Byli jednak duchowo za słabi, aby po prostu to przyznać przed sobą, oni pragnęli być kochani, a jednocześnie nie potrafili odmówić sobie wyładowania swej nienawiści. Znaleźli chytry sposób aby wywrzeć swą zemstę – posłużyli się do tego swoim Bogiem: wszystko to, co każdy zdrowy na rozumie człowiek ceni, nawet jeśli nie stawia na czele swych życiowych priorytetów, kazali swemu Bogu potępić. Za cały komentarz starczy jak sądzę następujący fragment z Nietzschego, który dobrze opisuje ten mechanizm.

„Czy chce kto spojrzeć nieco w dół, w serce tajemnicy, jak się na ziemi takie fabrykuje ideały? Kto ma odwagę ku temu?... Nuże więc! Oto otwarta oku droga w ten ciemny warsztat. Poczekaj pan jeszcze chwilkę, mój panie wścibski i śmiałku. Pańskie oko musi przywyknąć wpierw do tego ułudnego, mieniącego się światła... Tak! Dość! Mów pan teraz! Cóż się tam w dole dzieje? Wypowiedz, co widzisz, człeku o najniebezpieczniejszej ciekawości – teraz ja będę się przysłuchiwał.
– „Nie widzę nic, słyszę tym więcej. Jakieś przezorne, chytre, ciche mruczenie i szeptanie ze wszystkich kątów i zakątków. Zdaje mi się, że kłamią; cukrowa słodycz oblepia dźwięk każdy. Mają słabość na zasługę łgarstwem przenicować, nie ulega wątpieniu – rzecz ma się, jakeś pan mówił.”
– Dalej!
– „a niemoc, nie szukającą odwetu, na dobroć; trwożliwą niskość na pokorę; uległość wobec tych, których się nienawidzi, na posłuszeństwo (mianowicie względem tego, o którym mówią, że nakazuje uległość – nazywają go Bogiem). Brak zaczepności w słabym, nawet tchórzostwo, w które jest bogaty, jego wystawanie u drzwi, nieunikniony dlań mus czekania dochodzą tu do pięknego imienia, jako cierpliwość, to też zwie się samą cnotą; niemożność zemsty zwie się niechceniem zemsty, może nawet przebaczeniem (bo oni nie wiedzą, co czynią – my jedynie wiemy, co oni czynią!). Mówią tu też o miłości dla wrogów swoich i pocą się przy tym.”
– Dalej!
– „Są nędzni, bez wątpienia, te mruki i pokątni fałszerze monet, choć siedzą w kupie i grzeją się wzajem – lecz mówią oni, że nędza ich jest wybraniem i odznaczeniem przez Boga, że bije się psy, które najbardziej się lubi; może też jest ta nędza przygotowaniem, doświadczeniem, szkołą, a może jeszcze czymś więcej – czymś, co kiedyś wyrównane zostanie i wypłacone olbrzymimi odsetkami w złocie, nie! w szczęściu. To zwą szczęśliwością.”
– Dalej!
– „Teraz dają mi do zrozumienia, że nie tylko są lepsi od możnych, panów ziemi, których plwociny lizać muszą (nie z trwogi, bynajmniej nie z trwogi! lecz tylko, że Bóg każe czcić wszelką zwierzchność) – że nie tylko są lepsi, lecz także, że ťjest im lepiejŤ, w każdym razie kiedyś będzie im lepiej. Lecz dość! dość! Nie wytrzymam dłużej. Zepsute powietrze! Zepsute powietrze! Ten warsztat, gdzie fabrykuje się ideały – zda mi się, śmierdzi od tych wszystkich kłamstw.”
– Nie! Jeszcze chwilę! Nie powiedzieli jeszcze nic o majstersztyku tych czarnych kunsztów, które z czarnego robią białe, mleko i niewinność; – nie zauważyłeś pan, co jest szczytem ich raffinement, najśmielszym, najsubtelniejszym, najbardziej duchowym, najkłamliwszym popisem ich artyzmu? Baczność! Te piwniczne zwierzęta, pełne zemsty i nienawiści – cóż to one robią z zemsty i nienawiści? Czyś słyszał pan kiedy te słowa? Czybyś przypuszczał, gdybyś tylko ich słowom ufał, żeś jest między samymi ludźmi opanowanymi przez ressentiment?...
– „Rozumiem, otwieram raz jeszcze uszy (ach! ach! ach! a zatykam nos). Teraz dopiero słyszę, co już tak często mówili: My dobrzy – my jesteśmy sprawiedliwi – tego, czego pragną, nie nazywają odwetem, jeno triumfem sprawiedliwości; to, czego nienawidzą, to nie ich wróg, nie! nienawidzą niesprawiedliwości, bezbożności; to, w co wierzą i czego spodziewają się, to nie nadzieja zemsty, upojenie słodkiej zemsty (– słodszą od miodu nazwał ją już Homer), lecz zwycięstwo Boga, Boga sprawiedliwego nad bezbożnymi; co jeszcze ich miłości pozostało na ziemi, to nie ich bracia w nienawiści, lecz ich bracia w miłości, jak mówią, wszyscy dobrzy i sprawiedliwi na ziemi.”

Z genealogii moralności 14.

 

Zauważmy jeszcze, że Jezusowe błogosławieństwa ORAZ klątwy z Łukasza zostają znacząco zmodyfikowane w popularniejszej wersji Mateusza.

3 ”Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. 4 Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. 5 Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. 6 Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. 7 Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. 8 Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. 9 Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. 10 Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. 11 Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. 12 Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.

Już nie po prostu ubodzy, ale ubodzy w duchu. Już nie głodni po prostu, ale złaknieni sprawiedliwości. A gdzie się podziały jezusowe klątwy? Czyżby doceniono obecność bogaczy w gminie?

Fałszowanie wartości motywowane resentymentem oczywiście nigdy nie jest świadomym działaniem, jest oszukiwaniem samego siebie, aby poprawić własne samopoczucie. Jest formą autoterapii poprzez zemstę. Zauważmy jednak, że w pismach chrześcijańskich stale wyrażana jest wprost nienawiść i pragnienie zemsty (obok z peanami na cześć miłości). To dlatego tak niecierpliwie oczekiwali powrotu swego pana, który wreszcie zrobi porządek z bogaczami, a wtedy my u jego boku będziemy sądzić świat, a nawet, jak przekazuje Paweł - cóż za pycha! - aniołów!

Osiem błogosławieństw wydaje się jakoś nie przystawać do reszty nauczania Jezusa, w związku z czym niektórzy kwestionują jego autorstwo tego manifestu - okazałby się wówczas niezłym demagogiem (co jest nawet dość prawdopodobne, w końcu udało mu się porwać tłumy, jeśli rację w tym względzie mają ewangelie). Dla nas autorstwo jest bez znaczenia - niezależnie, czy są to własne słowa Jezusa, czy włożyli mu to w usta jego plebejscy uczniowie, tekst ten stanowił odtąd wyznacznik moralności chrześcijańskiej. I jako taki jest interesujący. Oraz groźny.

Total votes: 310