Boskie miłosierdzie

Zaratustra

Cóż jest takiego w chrześcijaństwie, że potrafi uwodzić do dziś miliony ludzi? Cóż takiego było w nauczaniu Jezusa, że przynajmniej garstka ludzi porzuciła wszystko i poszła za nim, a i po jego śmierci w jakiś sposób czuła się z nim związana?

Przecież nie jest to żadna mądrość - każdy przyzna, że filozofowie antyczni, czy nawet myśliciele Orientu, prezentowali o kilka poziomów wyższy poziom niż obrazkowe myślenie Jezusa. Nie o to mu chodziło.

Jezus dokonywał najprawdopodobniej jakiś cudów, a przynajmniej czegoś, co ludzie tak postrzegali, ale dotyczy to statystycznie zdecydowanej mniejszości chrześcijan - nie jest to więc przesłanie odwołujące się do mocy. Sam tez nie był jakimś niesłychanym bohaterem - w godzinie śmierci zwyczajnie "wymiękł", czy jak mówią teologowie - okazał człowieczeństwo.

Sądzę, że tym najbardziej pociągającym wielu elementem w chrześcijaństwie jest jego przesłanie miłości, wizja Boga-Ojca-miłosiernego. Wizja ta ma niewątpliwie zakorzenienie w nauczaniu Jezusa. Przypatrzmy się kilku fragmentom, w których on wprowadza tą ideę.

Przypatrzcie się krukom: nie sieją ani żną; nie mają piwnic ani spichrzów, a Bóg je żywi. O ileż ważniejsi jesteście wy niż ptaki! Przypatrzcie się liliom, jak rosną: nie pracują i nie przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. ( Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, o ileż bardziej was, małej wiary! (Ew. Łukasza 12:24,27-28, Biblia Tysiąclecia)

tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.(Ew. Mateusza 5:45, Biblia Tysiąclecia)

Posłuchałem rady Galilejczyka, wprawdzie nie miałem pod oknem kruków, ale myślę, że kurczaki nie są dużo gorsze. I co zobaczyłem? To prawda, wydają się nie siać, ani nie magazynować żywności (jak czyni to wiele ssaków w naszym klimacie), chyba, że w formie tłuszczu - a to i owszem, ale nie dostrzegłem też, żeby Bóg je karmił. Przeciwnie, pracowicie wydłubywały każdy strzęp pożywienia, walecznie wyszarpywały innym, gdy tylko miały taką możliwość. Gdyby nie gospodarz, pewnie niejeden by padł. Takie porównanie mógł faktycznie ułożyć ktoś, kto mieszkał w przytulnych i kipiących roślinnością i obfitością innych form życia Galilei. W naszym klimacie każdy zwierz musi się nieźle natrudzić, aby zdobyć niezbędne do przeżycia pożywienie. Niektórym się to nie udaje, giną. Tymczasem Jezus zachęca do nieróbstwa, pasożytniczego zdawania się na łaskę innych ludzi. A gdy chrześcijańskiemu apostołowi-darmozjadowi ktoś odmówi należnej mu - w jego własnym mniemaniu - gościny, zaleca otrząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo przeciwko nim Mk6,11 do czego u Mt i Łk dołącza groźba Zaprawdę, powiadam wam: Ziemi sodomskiej i gomorejskiej lżej będzie w dzień sądu niż temu miastu 10,15.

Jezus zaleca być jak Bóg, któy zsyła deszcz i słońce na dobrych i niesprawiedliwych. Spójrzmy jednak na fakty: Bóg zsyła też grad, powódź, śmierć i choroby nas sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Naśladując Boga winniśmy zatem wyrządzać jednym i drugim dobro i zło. Wizja Boga, który wszystkim czyni wyłącznie dobro, jest ewidentnie fałszywa: albo w tym zakresie, że to nie Bóg odpowiada za wschodzenie słońca w tym konkretnym miejscu, albo w tym zakresie, że Bóg odpowiada nie tylko za wschodzenie słońca, ale też za trzęsienia ziemi.

Kluczowy jest tutaj rozdział 15 ew.Łk - gdzie znajdujemy przypowieści o zagubionej owcy o miłosiernym ojcu (potocznie zwana przypowieścią o synu marnotrawnym). Są to niewątpliwie najbardziej wzruszające, chwytające za serce fragmenty twórczości Galilejczyka. Ale czy najbardziej rozumne?

Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie?

Rzeczywiście, wzruszające. Każdy by chciał, aby wobec niego tak postąpił. Jest to zatem postępowanie bardzo szlachetne - ale tylko względem owej zagubionej owcy, a co z punktu widzenia reszty stada? Nic nie wiemy o tym, czy ktoś, tam na pustyni nad nimi czuwa (no, ale Jezus wierzy, że Bóg się troszczy o wszystko - tylko dlaczego nie o zagubioną owcę?). Zresztą sprowadźmy sprawę na ziemię - między ludzi - chodzi w końcu Jezusowi o grzeszników, czyli: oszustów i złodziei, malwersantów i molestatorów, zabójców i gwałcicieli, pedofilów i nekrofilów. Nadal opowieść was wzrusza? Jeśli Bóg rzeczywiście bardziej troszczy się o te indywidua, zostawiając swemu losowi resztę spraw to coś kiepski z niego rządca. Czy faktycznie, na świecie byłoby więcej dobra, gdybyśmy naśladowali takiego Boga?

Opowieść o miłosiernym ojcu, bardziej rozbudowana fabularnie jest też nieco bardziej realistyczna. Łatwiej zrozumieć ojca, który wybacza synowi, wszak często rodzice faworyzują jedno z dzieci i pozwalają mu na więcej niż innym. Dzisiaj nazywa się to bezstresowym wychowaniem. Znowu zapytam jednak: czy ta opowieść wyraża prawdę o stosunku Boga, Bogów do ludzi? Na jakiej podstawie Jezus ją przedstawił jako ilustrację? A może prawdą jest raczej inne powiedzenie - już ubóstwionego Jezusa - wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę (Ap3,19)? Na tą drugą tezę można znaleźć setki przypadków. Oczywiście nie jest ona sprzeczna z pierwszą. Można ją pogodzić następująco: Bóg Jezusa zwabia do siebie zagubione owieczki, słabsze, upadłe, o zaniżonej samoocenie, przyjmuje je z radością, ale jest to radość pająka z much, co mu wpadły w sieci! Zwłaszcza przeżycia osób głęboko poświęconych Jezusowi (np. Matka Teresa) wskazują, że owa "uczta miłości" trwa dość krótko, potem następuje bezwzględna eksploatacja. Jest to więc klasyczne "bombardowanie miłością", zwłaszcza, że Jezus nie dopowiada dalszego ciągi historii, który według mnie powinien brzmieć następująco. Po tygodniu od tej powitalnej uczty, ojciec zaprzągł swego syna do pługu zamiast wołu i smagał go batem.

Cała ta Jezusowa nauka o miłosierdziu jest więc głęboko niemoralna - sprzeczna ze zdrowym poczuciem sprawiedliwości, które opiera się na związku między czynami, a ich konsekwencjami. Co więcej, wydaje się być głęboko nieprawdziwa. Prawdziwi Bogowie nie żywią względem swych wiernych tak czułostkowych uczuć, nie zwodzą ich cukierkowatymi uśmiechami, nie postępują w sposób perfidny odbierając miłością wszelką wolność. Poganin pozostanie wolny - może odejść do innego Boga, który również nie będzie za wszelką cenę dążył, aby uczynić z niego niewolnika.

Total votes: 240