Do Libaniosa

Julian

JULIAN DO LIBANIOSA, SOFISTY I KWESTORA

Przybyłem do Litarbów, wsi należącej do ziemi chalkidzkiej. Natrafiłem na drogę stanowiącą pozostałość zimowego obozu Antiochijczyków. Pełna była błota i skał, w całości zaś swej wyboista; w błocie bowiem tkwiły kamienie rzucane jakby naumyślnie, żadną jednak sztuką ze sobą nie związane. W taki sam sposób i w miastach innych zazwyczaj postępują ludzie, przeprowadzający budowę ulic brukowanych: wożą do tego zamiast wapna dużo ziemi sypkiej i jak przy wznoszeniu muru ciasno układają kamienie. Kiedy drogę tę z trudem odbywszy, dotarłem do pierwszego przystanku, była już pono godzina dziewiąta prawie, i tu w obrębie podwórca przyjąłem ogromną większość Waszej rady miejskiej. O czym rozmawiałem z nią, zapewne już się dowiedziałeś, mógłbyś jednak usłyszeć i od nas, gdyby taka była wola bogów. Z Litarbów tych jechałem do Beroi i Zeus tutaj zapowiedział mi powodzenie całkowite, okazawszy wyraźne znaki na niebie. Zatrzymawszy się tu dzień cały, obejrzałem gród na górze, złożyłem Zeusowi ofiarę królewską, tj. byka białego, i miałem do rady miasta przemówienie o czci bogów, lecz choć słowa moje chwalili wszyscy, dali mi się przekonać bardzo nieliczni i właśnie ci, którzy jeszcze przed mową moją zdawali się mieć sąd zdrowy, strzegli się jednak niby nadużycia wolności słowa zdjęcia z siebie i odrzucenia tego, co jest godne wstydu. Niestety, wśród ludzi, o bogowie, bierze górę gotowość rumienić się przed tym, co jest dobre, jak np. duszy męstwo i dla bogów cześć, szukać zaś chluby w tym, co kala duszę i ciało, tj. w świętokradztwie oraz duszy i ciała słabości.

Następnie gościnności udzielają mi Batny, miejsce, do którego podobnego nie widziałem poza Dafną. Ta obecnie przypomina Batny, a jeszcze niedawno, kiedy cała była jeszcze świątynia i posąg święty, ja owej czczonej siedziby Zeusa i Apollona Pytyjskiego nie powstydziłbym się kłaść na równi z Ossą i Pelionem, szczytami Olimpu i Doliną Tempejską w Tesalii albo nawet dawać jej pierwszeństwo przed wszystkim tym razem wziętym. Ale o tej dawnej Dafne Tyś napisał już mowę taką, jakiej nikt z ludzi dzisiejszych, choćby nie wiem, jak się silił, nie potrafiłby ułożyć, a i z dawniejszych — chyba niewielu. Czemu więc o pisanie o niej mam się kusić, skoro Tyś już o niej pieśń tak wspaniałą wyśpiewał? Oby się to nigdy nie stało! Batny te, choć nazwę noszą barbarzyńską, są osadą helleńską głównie dlatego, że po całej krainie dokoła wznosiły się zewsząd dymy kadzidlane, a nadto widniały wszędzie przygotowane na ofiarę bydlęta. To, choć ucieszyło mnie bardzo, wydało mi się czymś aż nad miarę gorące i helleńskiej dla bogów czci obce; wszak poza ciżbą i w spokoju powinny być dokonywane czynności obrzędowe przez tych, którzy po to przybywają i nie w innym celu niosą ofiary i uczucie nabożne. Lecz to wkrótce, być może, stanie się przedmiotem należytej mej troski, Batny zaś przedstawiały się oczom mym jak równina zielonością okryta i zawierająca grupy młodych cyprysów (nie widziałem tam ani jednego pnia starego lub spróchniałego, lecz wszystkie w jednakowej pełni swego listowia), pałac królewski, wcale jednak niewspaniały, bo wzniesiony z samej gliny i drzewa, a nie zawierający żadnych ozdób, wreszcie ogród ustępujący, co prawda, ogrodowi Alkinoosa8, a przypominający raczej ogród Laertesa, zawierał w sobie malutki gaik cyprysowy. Przy ogrodzeniu dookoła zasadzone były jedno przy drugim takie same drzewa, a środek zajmowały grzędy uprawne, na których znajdowały się jarzyny i drzewa przynoszące owoc wszelaki. Co dalej, zapytasz? Po południu złożyłem ofiarę, następnie wczesnym rankiem, kiedy ofiary te wypadły nam pomyślnie, [ruszyliśmy dalej i] dosięgliśmy Hierapolis. Wychodzą na spotkanie obywatele i przyjmuje nas człowiek obcy, tylko co ujrzany, lecz od dawna mi miły, przyczynę zaś tego Ty sam, jestem pewny, już miarkujesz, lecz miło mi jest wyjaśnić Ci ją, może niepotrzebnie skądinąd, bo o ludziach nie których słuchać i mówić jest mi boską rozkoszą; sam bowiem boski Jamblichos okazał się wychowawcą teścia mego gospodarza, a przecież nie otaczać miłością wszystkiego, co dotyczy tych mężów, wydaje mi się zbrodnią najwstrętniejszą. A do tego przybywa przyczyna bodaj jeszcze ważniejsza: gościł on u siebie kilkakrotnie mego brata stryjecznego oraz brata przyrodniego, i choć był przez nich, jak było do przewidzenia, wzywany wielokrotnie do wyrzeczenia się czci bogów, nie uległ tej chorobie, choć łatwe to nie było.

Przyszło do mnie wielu żołnierzy, którzy Galilejczyków... To z moich osobistych wspomnień mogę Ci z Hierapolis napisać. Zarządzenia zaś wojskowego i politycznego charakteru trzeba Ci było, tak sądzę, osobiście, będąc na miejscu, obserwować i w nie wglądać. Jest to bowiem materia zbyt ciężka, jak na list, a tak obfita, że rozpatrywana szczegółowo, niełatwo by się dała zamknąć nawet w trzykroć większym liście, w głównych jednak zarysach przedstawię Ci ją w słowach niewielu. Do Saracenów wyprawiłem listy, przypominając, żeby sami przybyli, jeśli czego chcą.

To jest jedna sprawa, a druga następująca: rozesłałem ludzi, którzy by, o ile to jest możliwe, śledzili, aby nikt od nas nie przechodził potajemnie na teren nieprzyjaciela i nie zaniósł im wieści, żeśmy już wyruszyli. Następnie wydałem wyrok w pewnej sprawie żołnierskiej, według mego przekonania bardzo łagodny i sprawiedliwy. Ściągnąwszy do jednego miejsca wojsko, przygotowałem ogromną ilość koni i mułów. Okręty rzeczne otrzymują pełny ładunek pszenicy, a raczej sucharów, oraz octu. A każdy z tych czynów jak się dokonał i ile przy tym było gadania! Opis zaś tego wszystkiego jak długiego, według Ciebie, wymaga czasu? A pod ilu listami i aktami położyłem mój podpis? Bo to wszystko, jak cień, chodzi w ślad za mną. Lecz czy trzeba, wyliczając to wszystko, przysparzać sobie jeszcze kłopotu?


Przekład Witold Klinger w: Julian Apostata, Listy, 196 Wrocław-Warszawa-Kraków

Fragmenty tekstów dostępnych w naszej witrynie są pozbawiane przypisów i aparatu naukowego w porównaniu do wydań książkowych - ich lektura może więc dać zaledwie wstępną orientację w temacie. Zachęcamy do kupna książki z pełnym tekstem i aparatem naukowym

 

Total votes: 1513