O Julianie

Edward Gibbon

Na ogół władcy, gdyby się ich rozebrało z purpury i nagich rzuciło w świat, pogrążyliby się natychmiast w najniższy stan społeczny bez nadziei wyjścia kiedykolwiek z cienia. Ale w wypadku Juliana zasługi osobiste były w pewnej mierze niezależne od stanowiska. Bez względu na drogę, jaką obrałby on sobie w życiu, na pewno dzięki sile swojej nieustraszonej odwagi, żywego dowcipu i wytężonej pilności osiągnąłby najwyższe zaszczyty wybranego zawodu albo już co najmniej by zasługiwał na nie; mógłby się podnieść na stanowisko ministra bądź dowódcy w kraju, w którym by się urodził jako zwyczajny obywatel. Gdyby zazdrosny kaprys władzy zawiódł jego oczekiwania albo gdyby on sam roztropnie zboczył ze ścieżek wielkości, to i tak wykorzystanie tychże samych talentów w jakimś pracowitym odosobnieniu umieściłoby jego szczęście doczesne i nieśmiertelną sławę poza zasięgiem królów. Wydaje się wprawdzie, że w portrecie Juliana, gdy go badamy z drobiazgową i może nawet krytyczną uwagą, czegoś brak do tego, aby postać ta była wdzięczna i doskonała. Nie miał on w sobie geniuszu tak potężnego i wzniosłego jak geniusz Cezara ani doskonałej roztropności Augusta. Cnoty Trajana były chyba bardziej stałe i wrodzone, a filozofia Marka Aureliusza prostsza i bardziej konsekwentna. A przecież Julian stawiał czoło przeciwnościom losu nieugięcie i pomyślność nie uderzała mu do głowy. Po przerwie trwającej od śmierci Aleksandra Sewera przez lat sto dwadzieścia Rzymianie oto znów zobaczyli cesarza, który nie czynił rozróżnienia pomiędzy obowiązkiem a przyjemnością, który dokładał wszelkich starań, aby ulżyć w niedoli swoim poddanym i wskrzesić w nich ducha, i który zawsze usiłował łączyć autorytet z zasługą, a szczęśliwość z cnotą. Nawet fakcja, i to fakcja religijna, musiała uznać wyższość jego talentu, zarówno w czasie pokoju, jak w czasie wojny, i przyznać z westchnieniem, że Julian Apostata kochał swój kraj i zasługiwał na cesarstwo świata doczesnego.

Edward Gibbon

(Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego, t. II, Warszawa 1975, s. 299)

Total votes: 1796