Kawafis o Julianie

Kawafis

Julian i Antiocheńczycy

Mówią, że ani "chi", ani litera "kappa" nie wyrządziły miastu szkody... Znaleźliśmy tłumaczy i dowiedzieliśmy się, że są to inicjały dwóch imion; pierwsza – imienia Chrystusa, a druga – Konstancjusza. (Julian, Wróg brody)

Jak mogliby się wyrzec wykwintności ich życia,
różnorodnych rozrywek, wspaniałego teatru,
gdzie Sztuka i cielesność, zmysłowe pożądania
miały wspólny mianownik!

Tak, byli amoralni – chyba w dość znacznym stopniu,
lecz mieli też satysfakcję, że to ich życie w Antiochii,
wysmakowane i pełne wyszukanych rozkoszy,
cieszyło się wielką sławą, było wprost legendarne.

I teraz rzucić to wszystko – dla czego?

Dla tych jego nonsensów wokół fałszywych bogów,
dla tego nieznośnego, wiecznego samochwalstwa,
dla tej dziecinnej niechęci wobec sztuki teatru,
dla nudnej cnotliwości, dla tej komicznej brody?

Kto by nie wolał "chi"!
Kto by nie wolał "kappa"! I to po tysiąc razy.

przekład Antoniego Libery


Wielka procesja duchownych i świeckich

Przez ulice i place, i pod bramami miasta
sławnej Antiochii idzie
procesja duchownych i świeckich
trudniących się wszelkim zajęciem.
Na czele tego wielkiego i wspaniałego orszaku
kroczy piękny młodzieniec odziany w białą szatę,
trzymając wzniesiony Krzyż –
naszą nadzieję i moc, nasz przenajświętszy Krzyż.
Poganie, jeszcze niedawno tak butni i zuchwali,
dzisiaj niepewni, w popłochu
pierzchają przed tą procesją.
Niech się trzymają z dala i nie zbliżają do nas
(dopóki nie uznają i nie wyzbędą się błędu).
Na przedzie więc święty Krzyż. Przynosi każdej dzielnicy,
gdzie żyją pobożnie chrześcijanie, pocieszenie i radość:
i wierni wychodzą przed domy i, uniesieni, ze czcią
pozdrawiają tę moc – zbawienie świata, Krzyż.

Jest to święto chrześcijańskie obchodzone co rok.
W tym roku jednak – jak widać – o wiele uroczyściej.
Państwo jest wreszcie wolne.
Nie włada już nim ten podły,
odrażający Julian.

Módlmy się za naszego świątobliwego Jowiana.

przekład Antoniego Libery

Total votes: 1750